Wyliczanki podwórkowe

Moderatorzy: Robi, biały_delfin

ODPOWIEDZ
olito
Posty: 12
Rejestracja: 1 sie 2007, o 22:14

Post autor: olito » 1 sie 2007, o 22:24

To ja może jako pokolenie, ktorego dzieciństwo przypadało na wielką popularność Sabriny...

Boys, boys boys - Sabrina na golasa
boys, boys boys - ma cy*e aż do pasa
boys, boys boys - leciała samlotoem
boys, boys boys - całowała się z pilotem

Panie pilocie, dziura w samolocie niech pan ląduje i dziure zreperuje! - darlismy sie na podworku.

Chcesz cukierka - idź do Gierka, Gierek ci da kopa w du*e i papa.

Na ulicy żyła żyła sobie żyła jak tej żyle pękła żyła to ta żyła już nie żyła :mrgreen:

Zoltar
Posty: 92
Rejestracja: 10 gru 2004, o 21:44

Post autor: Zoltar » 7 sie 2007, o 12:34

olito pisze:To ja może jako pokolenie, ktorego dzieciństwo przypadało na wielką popularność Sabriny...
To jest dokladnie moje pokolenie ;)

Albo

Vamos a la playa, o-o-o-o-o
Gucio zgubil jaja, o-o-o-o-o
Maja je znalazla, o-o-o-o-o
Mu do dupy wlazla, o-o-o-o-o
:P

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Post autor: mutant » 14 sie 2007, o 18:59

A to już było:

Entliczek, pętliczek, czewony stoliczek,
Na kogo wypadnie, temu łapa odpadnie.

?

I jeszcze:

Ele mele dudki, gospodarz malutki,
gospodyni garbata, a jej córka smarkata.
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

schamss
Posty: 1
Rejestracja: 22 sie 2007, o 10:49
Lokalizacja: Bonn

Post autor: schamss » 22 sie 2007, o 10:57

ja pamietam jeszcze cos takiego:

Za stodola w starym pudle
calowaly sie dwa wroble
a nad nimi wrona kracze
nie calowac sie smarkacze

albo piosenki:

W srod nocnej ciszy
czy mama slyszy
jak po pokoju
harcuja myszy.
Niechaj mama wezmie kija
wszystkie myszy pozabija
na ten nowy rok.


Mis koralgol wielki pan
wzial pollitra wypil sam
teraz mu sie smacznie spi
gola baba mu sie sni

zaraza
Posty: 11
Rejestracja: 21 sie 2007, o 10:57

Post autor: zaraza » 23 sie 2007, o 10:24

Malinka pisze:
O sikającym misiu też było trochę inaczej, niż tu wcześniej wyczytałam.
Jedziemy na wycieczkę, bierzemy misia w teczkę
A misio fiku, miku - narobił w teczkę siku
A teczka była chora i poszła do doktora
A doktor był pijany, przykleił się do ściany
A ściana była mokra, przykleił się do okna
A okno było duże, i wypadł na podwórze
Na podwórzu była krowa, kopnęła go do Krakowa
A w Krakowie była....
(nie pamiętam dalej)
A w Krakowie były dzieci - wyrzuciły go na śmieci
A na śmieciach były koty - potargały mu galoty.

I to chyba już koniec był. :D

Moon River
Posty: 43
Rejestracja: 20 mar 2007, o 04:40

Post autor: Moon River » 29 sie 2007, o 23:10

A propos zabaw:

A pamięta ktoś istnienie "o mone mone mone makarone..."? Chwytało się kciuk inego dziecka i wystawiało swój, powstawała taka "piramidka", którą wykonywało się ruch imitujący mieszanie w garnku ;D.

Kto nosił do szkoły kawałek związanej włóczki??? Przebierało się paluszkami i można było "siatkę" zrobić, albo umiejętnie odebrać od koleżanki, uzyskując wymyślne pajęczynki (jeszcze coś z tego pamiętam, hehe).

A jakie pamiętacie gry w gumę?? Przebojem był chyba "kosmos".

Robi
Moderator
Posty: 2350
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 30 sie 2007, o 06:09

Z ta pajeczynka to byla jakas gra , tylko nie wiem do konca o co chodzilo , bo graly w nia przewaznie dziwczeta.

Nuka
Posty: 28
Rejestracja: 11 kwie 2007, o 18:59

Post autor: Nuka » 30 sie 2007, o 19:59

Z tą włóczką to była niezła zabawa, nie wiem nawet czy to miało jakąś nazwę.

W gumę było mnóstwo gier tylko że już niestety chyba nic nie pamiętam. W "kosmos" nie graliśmy. Taką podstawą były "dziesiątki". Była też modyfikacja "dziesiątek" przeznaczona dla 6 albo 8 osób - czyli trójkąt albo kwadrat, skakało się tak samo tylko 3 osoby trzmały gumę. Jeszcze było coś z grochem.... :?: :?: ale tu mam już bardzo mgliste wspomnienie.

A graliście na przerwach w ścianki?

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 30 sie 2007, o 20:18

Eee tam babskie skakanki i pajączki. :wink:
A kto pluł z rurek kulkami z plasteliny albo ryżem. A Proce, procki na skobelki albo strzelby na skoble pamięta? A dmuchawy ze strzałkami rodem z amazońskiej puszczy (kupowane w kiosku "Ruchu")? A sikawki i tzw. "cumle" do oblewania wodą ? :)

Robi
Moderator
Posty: 2350
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 31 sie 2007, o 06:10

A w dmuchane gralicie? Wygrywal ten kto przykryl monete przeciwnika. Pamietam ze byla taka zasada ze nie wolno bylo dmuchac jednym ciagiem . Fajnie sie dmuchalo te ciezkie 20-zlotowki :wink:
Gra zniknela przez dewaluacje gdy w obiegu zostaly tylko banknoty

Moon River
Posty: 43
Rejestracja: 20 mar 2007, o 04:40

Post autor: Moon River » 3 wrz 2007, o 19:52

A kto pamięta plastikowe miśki??? Ok 7-10 cm. Też kupowało się w kioskach ruchu.

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 3 wrz 2007, o 23:03

A pamiętacie plastikową kurkę znoszącą jajka? Kura była żółta i po naciśnięciu na łapki składała jajko (żółtą kulkę) przy czym rozkładała skrzydełka. Oczywiście trzeba było kurkę naładować jajkami (kilka się mieściło). Skrzydełka się zaraz odłamywały, ale kurka była odlotowa.

Robi
Moderator
Posty: 2350
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 4 wrz 2007, o 06:13

Kurke pamietam , podobnie jak dwie myszki w pudelku podobnym do pudelka od zapalek i byl jeszcze takie czarny diabelek ktory po scisnieniu pokazywal czerwony jezyk

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 4 wrz 2007, o 08:58

O tak dwie myszki w plastikowym pudełku (biala i szara) to było moje marzenie. Ale chyba robiła to prywtna inicjatywa, bo w kioskach nie było. Diabełki też pamiętam w wersji z czerwonym językiem albo z wyskakującymi czerwonymi rogami i językiem. Bardzo szybko sie psuły. Do tego dochodziły jeszcze gumowe pseudowęże do straszenia. Myszki gumowe też wystepowały w wersji białej i szarej. Pamiętam też, że będąc na wczasach zakochiwałem się małych scyzoryczkach - breloczkach z kolorowymi okładzinami. Miełem zielony, niebieski, czerwony i pomarańczowy. Sprzedawali je w sklepach z pamiatkami obok tych wszystkich długopisów - ciupag, drewnianych barometrów z góralem i góralką itp. itd.

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Post autor: mutant » 4 wrz 2007, o 09:01

Pamiętam też pająka, który był zrobiony z takiej przylepnej gumy i kiedy się go przykleiło do szyby, to "schodził".

Jeśli chodzi o gry podwórkowe, to chyba tylko u nas, w Poznaniu i okolicach, grało się w korale. Procedura dość skomplikowana, ale kwintesencja polegała na tym, by koralami lub kulkami (tzw. kule duńskie, czyli szklane kulki z płatkami w środku; były też "porcelanówki", czyli nieprzejrzyste porcelanowe (?) kulki) trafić do małego dołka. Wygrywał ten, kto wbił ostatni koral biorący udział w grze (mogła ich być dowolna liczba - układ był taki, że każdy z dwóch graczy stawiał podobną "stawkę", czyli np. ktoś mógł dać jeden koral uważany za bardziej wartościowy, a ktoś dwa mniej wartościowe). Przed grą należało się umówić, czy "wystawianka żyje" - tj. czy wolno wystawiać korale, które są już w dołku; warunek był taki, że wystawiony koral nie mógł się znaleźć w większej odległości od dołka niż te, które nadal biorą udział w grze, i wtedy ten koral z powrotem wchodził do gry. Trzeba się też był umówić, czy "bilard żyje", tj. czy można wystawić kulkę z dołka przed dołek i celować w nią - jeśli wówczas którakolwiek z kulek wpadła do dołka, miało się drugi ruch, bo w ogóle po trafieniu kulką do dołka przysługiwał graczowi drugi ruch.
Gradacja korali następująca - najmniej wartościowe to tzw. plachaje lub blachaje - plastikowe lub z jakiegoś tworzywa, które po postukaniu o zęby nie wydawało takiego odgłosu, jaki powinno wydawać szkło. Odmianą plachajów były drewniaje (drewniaki). W zasadzie plachajami i drewniakami grały tylko małe dzieci, mniej więcej od dziesiątego roku życia już nie wypadało. Wtedy grało się szklaniakami - najmniej wartościowe były rurki i różne małe koraliki, a im większy i ładniejszy koral, tym większa wartość. Były np. oczka (takie wydłubane z pierścionków) - stosunkowo niska wartość, kryształki (z naszyjników) - wyższa wartość, zwł jeśli większe i o innej barwie niż przezroczysta biel, wodniki - nie wiem, czy faktycznie miały wodę w środku, ale były przejrzyste i w miejscu otworu biegła taka jakby rurka. No a na samym szczycie stały kulki - dunie i porcelanówki. Im większa i ładniejsza, tym lepsza. Przeważnie za dwie małe stawiało się jedną dużą. Chłopacy z reguły grali tylko kulkami, a koralami głównie dziewczyny. Całe dzieciństwo, mniej więcej od 7-8 do 12 roku życia, strawiłam na tej grze, choć na ogół z miernym skutkiem...

Napiszcie, czy ktoś z was też grał w korale.
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

ODPOWIEDZ