Post
autor: mutant » 4 wrz 2007, o 09:01
Pamiętam też pająka, który był zrobiony z takiej przylepnej gumy i kiedy się go przykleiło do szyby, to "schodził".
Jeśli chodzi o gry podwórkowe, to chyba tylko u nas, w Poznaniu i okolicach, grało się w korale. Procedura dość skomplikowana, ale kwintesencja polegała na tym, by koralami lub kulkami (tzw. kule duńskie, czyli szklane kulki z płatkami w środku; były też "porcelanówki", czyli nieprzejrzyste porcelanowe (?) kulki) trafić do małego dołka. Wygrywał ten, kto wbił ostatni koral biorący udział w grze (mogła ich być dowolna liczba - układ był taki, że każdy z dwóch graczy stawiał podobną "stawkę", czyli np. ktoś mógł dać jeden koral uważany za bardziej wartościowy, a ktoś dwa mniej wartościowe). Przed grą należało się umówić, czy "wystawianka żyje" - tj. czy wolno wystawiać korale, które są już w dołku; warunek był taki, że wystawiony koral nie mógł się znaleźć w większej odległości od dołka niż te, które nadal biorą udział w grze, i wtedy ten koral z powrotem wchodził do gry. Trzeba się też był umówić, czy "bilard żyje", tj. czy można wystawić kulkę z dołka przed dołek i celować w nią - jeśli wówczas którakolwiek z kulek wpadła do dołka, miało się drugi ruch, bo w ogóle po trafieniu kulką do dołka przysługiwał graczowi drugi ruch.
Gradacja korali następująca - najmniej wartościowe to tzw. plachaje lub blachaje - plastikowe lub z jakiegoś tworzywa, które po postukaniu o zęby nie wydawało takiego odgłosu, jaki powinno wydawać szkło. Odmianą plachajów były drewniaje (drewniaki). W zasadzie plachajami i drewniakami grały tylko małe dzieci, mniej więcej od dziesiątego roku życia już nie wypadało. Wtedy grało się szklaniakami - najmniej wartościowe były rurki i różne małe koraliki, a im większy i ładniejszy koral, tym większa wartość. Były np. oczka (takie wydłubane z pierścionków) - stosunkowo niska wartość, kryształki (z naszyjników) - wyższa wartość, zwł jeśli większe i o innej barwie niż przezroczysta biel, wodniki - nie wiem, czy faktycznie miały wodę w środku, ale były przejrzyste i w miejscu otworu biegła taka jakby rurka. No a na samym szczycie stały kulki - dunie i porcelanówki. Im większa i ładniejsza, tym lepsza. Przeważnie za dwie małe stawiało się jedną dużą. Chłopacy z reguły grali tylko kulkami, a koralami głównie dziewczyny. Całe dzieciństwo, mniej więcej od 7-8 do 12 roku życia, strawiłam na tej grze, choć na ogół z miernym skutkiem...
Napiszcie, czy ktoś z was też grał w korale.
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".