Pamiętacie podręcznik do zerówki?

Moderatorzy: Robi, biały_delfin

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 19 wrz 2007, o 14:58

wuemte pisze:Ja pamiętam jak pierwszy raz zobaczyłem jak facet robił watę cukrową.

To były czasy....wata cukrowa, salony gier no i nieśmiertelna woda w woreczku, za którą przepadałem....chłodna ... orzeźwiająca.
...
------------------------------------------------------------------------------

Az mi się tej waty zachciało. :|
No tak, jeszcze jeden symbol naszych dziecinnych/nastoletnich lat - "oranżada" a'la mrożona herbata ze słomką. :lol: Dla mnie najbardziej kojarzy się z wakacjami nad morzem bądź jeziorami. Co myśmy w niej widzieli? :D

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 19 wrz 2007, o 15:19

A teraz sobie przypomniałem, ze wata cukrowa była sprzedawana w latach osiemdziesiatych w woreczkach foliowych. Można je było dostać u tzw. "prywaciarzy" np. w kwiaciarniach, gdzie oprócz kwiatów i owoców były tez takie produkty jak oranżada w proszku, czy gumy do żucia z prywatnego importu.
Ale jednak ten magiczny proces robienia waty na oczach dzieciaków miał swój urok. Zapach denaturatu (za moich czasów aparatura była na maszynkę spirytusową), wsypywanie cukru łyżka do środka tego kręcogo się koła.
W stanie wojennym wytwórcy waty zniknęli. Potem dowiedziałem się, że zaczęli być ścigani przez tzw. Terenowe Grupy Operacyjne i milicję. Wszak cukier był towarem kartkowym i deficytowym. Wniosek prosty: spekulanci.
Niedawno w związku z pewną impreza plenerową widziałem cukrowego "waciarza" na Powiślu Czerniakowskim. Duch w narodzie nie ginie... :wink: Tylko, że zapach denaturatu zamienił się w zapach propan butanu w butli. Takie czasy.

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 19 wrz 2007, o 15:21

Aha jeszcze jedno (skleroza), kiedyś aparatury były na maszynkę spirytusową i napędzane ręcznie korbką. Czasem, kiedy robiący watę był zmęczony, pozwalał dzieciakom kręcić korbką za porcję waty.

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 19 wrz 2007, o 15:29

Dudzio pisze:A teraz sobie przypomniałem, ze wata cukrowa była sprzedawana w latach osiemdziesiatych w woreczkach foliowych. Można je było dostać u tzw. "prywaciarzy" np. w kwiaciarniach, gdzie oprócz kwiatów i owoców były tez takie produkty jak oranżada w proszku, czy gumy do żucia z prywatnego importu.
Ale jednak ten magiczny proces robienia waty na oczach dzieciaków miał swój urok. Zapach denaturatu (za moich czasów aparatura była na maszynkę spirytusową), wsypywanie cukru łyżka do środka tego kręcogo się koła.
W stanie wojennym wytwórcy waty zniknęli. Potem dowiedziałem się, że zaczęli być ścigani przez tzw. Terenowe Grupy Operacyjne i milicję. Wszak cukier był towarem kartkowym i deficytowym. Wniosek prosty: spekulanci.Niedawno w związku z pewną impreza plenerową widziałem cukrowego "waciarza" na Powiślu Czerniakowskim. Duch w narodzie nie ginie... :wink: Tylko, że zapach denaturatu zamienił się w zapach propan butanu w butli. Takie czas
y.
---------------------------------------------------------------------------------
Wata w torebkach była u mnie w szkolnym sklepiku. Oczywiście była już mocno sprasowana, ale i tak były kolejki (żenada :wink: ).
Sklepiki "prywaciarzy" były oczywiście celem pielgrzymek po szkole. :roll:
Tego nie pamiętam, czy w stanie wojennym sprzedawcy waty byli, czy nie, bo trochę za młoda byłam, na rozróżnianie dni stanu wojennego od pozostałych, ale pewnie tak było, jak pisesz. :) :D

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Post autor: mutant » 19 wrz 2007, o 17:39

Oranżady w proszku oczywiście nie spożywało sie w postaci płynnej (w każdym razie rzadko), tylko wysypywało na rękę i zlizywało.
Ze stanu wojennego pamiętam zaś cudowną czekoladę mojej mamy (dziś sama robię podobno, ale już mi tak nie smakuje) i lizaki robione z topionego z masłem cukru na patelni i następnie wylewane do nakrętek po słoikach.
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

wuemte
Posty: 15
Rejestracja: 22 lut 2007, o 09:15

Post autor: wuemte » 20 wrz 2007, o 08:05

Troszkę odbiegliśmy od tematu, ale co tam:)))) Nostalgiczne wspomnienia są silniejsze niż temat postu:)))
Pamiętacie może takie malutkie landrynki w pudełeczku. Ponieważ były tak malutkie to i inaczej smakowały:))) Niesamowicie. Popularne były u nas także wycieczki po owoce do ogródków przy blokach. Zawsze chodziło się na tak zwane "haby". Przedmiotem kradzieży były niedojrzałe porzeczki, agrest i inne owoce.
Czy u Was były konkursy na skoki w dal z huśtawki na kupkę siana? U nas zawsze po sianokosach osiedlowych walcyzliśmy o siano. Potem robiliśmy z nich domki, no i wykorzystywaliśmy jako amortyzacja przy skokach:)
No i te nieśmiertelne drabinki. Półłuk oraz wielbłąd z aluminium. Sam się dziwię. Teraz chyba bym się bał tak iśc bez trzymanki po takim wielbłądzie. Dużo możnaby opowiadać o czasach szczeniackich. Co nam dzisiaj zostało? Praca, dom...dorosłe życie. Dobrze, że jest taki portal jak nostalgia.
A możeby każdy jakieś zdjęcia stare poumieszczał...na przykład ze swojego placu zabaw (oczywiście z lat dziecięcych. Ja poszukam dzisiaj w domu jakieś i może jakoś uda mi się zamieścić:)))
Pozdrawiam wszystkich.

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 20 wrz 2007, o 08:26

wuemte pisze: Pamiętacie może takie malutkie landrynki w pudełeczku. Ponieważ były tak malutkie to i inaczej smakowały:))) Niesamowicie. Popularne były u nas także wycieczki po owoce do ogródków przy blokach.
Czy u Was były konkursy na skoki w dal z huśtawki na kupkę siana? U nas zawsze po sianokosach osiedlowych walcyzliśmy o siano. Potem robiliśmy z nich domki, no i wykorzystywaliśmy jako amortyzacja przy skokach:)
Co nam dzisiaj zostało? Praca, dom...dorosłe życie. Dobrze, że jest taki portal jak nostalgia.
A możeby każdy jakieś zdjęcia stare poumieszczał...na przykład ze swojego placu zabaw (oczywiście z lat dziecięcych.
.
Miły kolego
Landrynki pamiętam - oczywiście pudełeczko tez miało niebagatelne znaczenie, zwłaszcza dla dziewczyn, bo zawsze był tam jakiś kolorowy obrazek.
Co do ogródków, to teraz jako osoba dorosła, której rodzice mają działkę w pobliżu osiedla, które wybudowano na początku lat 90, patrzę na to bardzo niechętnie i często mam ochotę czymś takie grandy łażące po działkach "poczętować" :evil:
Skoki były, ale na piasek.
Mam zdjęcie z tzw. indiańskiej wioski na moim osiedlu, i chyba trzeba będzie zrobić parę zdjęć cyfrówką, albo zeskanować. :) Zobaczę.

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Post autor: mutant » 20 wrz 2007, o 09:05

Ja pamiętam cukierki o nazwie "Mlekole", a smaku podobnym do współczesnych werter's original. Bardzo je lubiłam. W kryzysie znikły i już się nie pojawiły.

Kradzieże ogródkowe zaliczaliśmy w drodze na religię :) Kiedyś jeden pan gonił nas z kijem. A kiedy indziej inny pan, trochę chyba nietrzeźwy, zaprosił nas do ogródka na orzechy.

Robi
Moderator
Posty: 2367
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 20 wrz 2007, o 09:15

Jadac niedawno rowerem zatrzymalem sie przy wiejskim sklepie (typu GS) i spotkalem Irysy takiej jak za komuny , nawet papierek tak samo ciezko odchodzil

sebcio
Posty: 51
Rejestracja: 4 sty 2007, o 21:53

Post autor: sebcio » 20 wrz 2007, o 09:22

Ja pamietam lepszego psychola.
Na ursynowie jak mali bylismy gralismy w plike kilka razy ganial nas jakis facek ktory nie mial do tego terenu zadnych praw(nalezal do spoldzielni) raz to nawet nas tak powaznie gonil z kijem ze zebu uciec musialem wsiasc do autobusu i przejchac kilka przystankow, do domu wrocilem na piechote

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 20 wrz 2007, o 09:35

Robi pisze:Jadac niedawno rowerem zatrzymalem sie przy wiejskim sklepie (typu GS) i spotkalem Irysy takiej jak za komuny , nawet papierek tak samo ciezko odchodzil
Robi, a jesteś pewien, że te cukierki nie leżały w tym sklepiku od czasów komuny? :shock:
Nic ci po nich nie było? :D
Tak, dla łażących po działkach to fajne wspomnienia :o , a dla ciężko pracujących działkowiczów to problem. Też mam ochotę kijem pogonić. :twisted: :wink:

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 20 wrz 2007, o 10:43

Z cukierków to oczywiście dropsy owocowe i mleczne. Te mleczne były właśnie w smaku podobne do werthersów. Kolor też był podobny. Bardzo charakterystyczne były też małe brązowe draże w niepowtarzalnych pudełkach. Pudełka były okrągłe, żółte i składały się z dwóch pokrywek. Pokrywki miały na brzegu p.ółkoliste wcięcia. Pokręcając pokrywkami najężdżało się jednym wycięciem na drugi i robił się otwór, przez który można było wysypać draże na rękę, albo bezpośrednio do buzi. Niestety po kilku sypaniach te cukierki w środku się sklejały i nie można było ich już dostać przez dziurkę.
No i oczywiście kukułki, planetki i draże pomarańczowe.

A na owoce do okolicznych sadów też się chodziło. Najsmaczniejsze były te niedojrzałe truskawki, jabłka czy żliwki zerwane z dopływem adrenaliny. Naokoło osiedla w którym mieszkałem było jeszcze mnóstwo działek, działeczek, gruntów rolnych. W czasie wakacji towarzystwo się włóczyło i zdarzało się podebrać co nieco. W końcu nieogrodzone, to mało kto zastanawiał się czyje czy niczyje, czy już wywłaszczone pod budowę, czy nie. Pogonie zdesperowanych właścicieli też się zdarzały. Pamietam ostrzeżenia: nie jedzcie zielonych owoców, bo zachorujecie na czerwonkę! Wtedy sie odpowiadało: chyba na zielonkę! :)

Robi
Moderator
Posty: 2367
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 20 wrz 2007, o 13:19

Elle, nie pamietam ile ale te Irysy kosztowaly doslownie grosze.
Dudzio te zolte pudelka to pamietam dobrze podobnie jak smak tych groszkow.
A lizaki kojaki pamietacie?

juka
Posty: 1327
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 20 wrz 2007, o 14:04

Witam wszystkich, bo dopiero teraz trafiłam na tę stronę, ale na pewno trochę tu pobuszuję :)
Cukierki - groszki w żółtym pudełku pamiętam, a jakże. Do dzisiaj jedno w domu się uchowało - są w nim śrubki czy gwoździki. Lizaki - kojaki tez pamiętam (chyba są do dziś). Ja zdecydowanie wolałam lizaki - kogutki. Pamięta ktoś? No i inny przysmak mojego dzieciństwa, czyli "Blok turystyczny" - tak słodki, że dzisiaj chyba by mnie zemdliło. :)

Robi
Moderator
Posty: 2367
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 20 wrz 2007, o 15:09

No tak , byly jeszcze takie lizaki z tandetnymi zolnierzykami robione przez prywaciarzy . Mialy specyficzny smak

ODPOWIEDZ