Pamiętacie podręcznik do zerówki?

Moderatorzy: Robi, biały_delfin

ODPOWIEDZ
juka
Posty: 1327
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 20 wrz 2007, o 17:20

Z żołnierzykami? Nie znam. Ja mówiłam o czerwonych kogucikach na drewnianym patyku ( patyk czasem był trochę "surowy", więc trzeba było uważać na drzazgi) - smak lizaków był całkiem niezły, z tego co pamiętam, oczywiście.

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 20 wrz 2007, o 17:33

Smak i kogucików i żołnierzyków bądź indian był ten sam. 8)
Jakoś nie przepadałam za kojakami - wolałam te powyższe.

Awatar użytkownika
biały_delfin
Administrator
Posty: 1949
Rejestracja: 12 lis 2006, o 22:45

Post autor: biały_delfin » 20 wrz 2007, o 20:20

Robi pisze:No tak , byly jeszcze takie lizaki z tandetnymi zolnierzykami robione przez prywaciarzy .


cos mi się mocno kojarzy.
z cukierków - białe, duze, miętowe dropsy. (pamiętam ja wymieniałem się z kolegą)

oranżady, czerwoną wodę w woreczku przebijanym słomką tez pamiętam. lubiłem ja pić, zresztą chyba kupowaliśmy, bo nowość

a kto pamięta kolorowe Lentilky jeszcze ze starej Czechosłowacji ??
"On l'appelle OUM le Dauphin ... "
Biały Delfin UM (piosenka)
Fragment filmu

Awatar użytkownika
wilma
Posty: 1455
Rejestracja: 31 maja 2007, o 13:29

Post autor: wilma » 20 wrz 2007, o 21:16

Pamietam dobrze te lizaki z zolnierzami i kojaki pelno ich bylo na hali u prywaciarzy.Do ogródków tez sie wlamywalismy(ale nazywalo sie to isc na pachte)zwlaszcza na agrest,którego do dzis mam serdecznie dosyc.Robilismy tez "wycieczki"do przedszkola przez plot,bo byly tam hustawki i karuzela.Zawsze potem gonil nas stróz.Blok turystyczny tez pamietam okropnie slodki i trójkatne wafelki.Wiekszosc artykulów spozywczych moja mama kupowala w Baltonie,to taki sklep dla marynarzy.Byla tam pyszna trójkatna czekolada Toblerone,werthersy i inne zachodnie slodycze.Pamietam jak ojciec przywozil z rejsu cale zgrzewki orzeszków solonych,7 up-ów,soków porzeczkowych,slodkie kakao w proszku dla dzieci i wiele innego dobra.Jedzenia mialam pelno,ale o zabawki i ubrania musialam dlugo prosic.Dostalam 2 razy w roku oryginalne dzinsy a z zabawek malpke Moncziczi i Barbie.O bluzce lub kurtce z Pewexu moglam pomarzyc.
http://serialkatarzyna.ovh.org/ polska strona serialu Katarzyna
http://www.catherinedemontsalvy.ch/ strona serialu w jezyku angielskim
http://orticoni.jose.neuf.fr/cariboost1/index.html francuska strona

Awatar użytkownika
Natuś-77
Posty: 781
Rejestracja: 21 lis 2006, o 15:50
Lokalizacja: Wroclaw

Post autor: Natuś-77 » 21 wrz 2007, o 11:29

Z cukierków to pamietam bardzo dobrze, owocowe SONGI, miały rożne smaki, np. pomarańczowe, cytrynowe itp. Pamiętam kartki na słodycze i głos mamy , który tłumaczył mi , że jak teraz kupimy cukierki czekoladowe to potem na koniec miesiąca nie będzie nawet na Songi. Do dziś pamietam też zapach w sklepie "Goplana", oprócz zapachu czekolady unosił się tam zapach mielonej kawy, bo tylko tam można było kupić w moim mieście kawę na wagę a pani ją na miejscu mieliła.
Pamiętam też cukierki KOTKI. Na przezroczystym papierku były pyszczki kotków. Cukierki miały kolor mlecznych wertersów, ale smak lekko ajerkoniakowi. Zawsze wisiały u mnie na choince.
Były jeszcze IRYSY z makiem. Takie małe kwadratowe. Mniam. I TOFI w papierku niebiesko-czerwonym. Odjazdowo się ciągnęły.

Za oranżadę w woreczku dałam bym teraz się pociąć. Wracając z przedszkola zawsze zaglądałam do warzywniaka. U nas były różne kolory, tzn. żółty, czerwony, pomarańczowy, zielony, leżały w dużych zielonych plastikowych skrzynkach po owocach. Czasem chciało mi się ryczeć, jak przy otwieraniu wylało mi sie polowe.

A oranżadę w proszku pamietam.. kwaśna..brrr..Na opakowaniu była Pszczółka Maja.

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Post autor: mutant » 21 wrz 2007, o 12:09

A ja pamiętam Emanuele - takie długie, ciągnące. Pycha!

Oranżada w woreczku nazywała się cytrynada, na plaży sprzedawali ją faceci, którzy chodzili i wykrzykiwali wierszyki w rodzju" "Cytrynada napój boski, nawet łysym rosną włoski". Natomiast nie pamiętam jej ze sklepów, być może pojawiła się tam dopiero później albo po prostu nie zapamiętałam.

Czy teraz po plaży też chodzą handlarze? Co sprzedają? Dawno nie byłam w lecie nad polskim morzem, natomiast dwa lata temu byłam na Krymie i tam sprzedają wszystko, np. chodzi facet obwieszony rybami na sznurku albo drugi z plecakiem, w którym ma kwas chlebowy czy piwo, a z boku przyczepione plastykowe kubki.

A z dzieciństwa na polskich plażach pamiętam właśnie cytrynadę, lody i... chyba nic więcej.
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

Robi
Moderator
Posty: 2367
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 21 wrz 2007, o 12:24

[Natomiast nie pamiętam jej ze sklepów, być może pojawiła się tam dopiero później albo po prostu nie zapamiętałam.

Sprzedawali je najczesciej w prywatnych warzywniakach.

Czy teraz po plaży też chodzą handlarze? Co sprzedają? Dawno nie byłam w lecie nad polskim morzem.

Ja tez nie jezdze nad morze ale 2 lata temu bylem troche przez przypadek przez godzine na plazy i widzialem ze chodzli z hot dogami . Jeden targal na plecach podgrzewarke z butla gazowa a drugi na brzuchu caly zestaw do przygotowywania

Awatar użytkownika
Natuś-77
Posty: 781
Rejestracja: 21 lis 2006, o 15:50
Lokalizacja: Wroclaw

Post autor: Natuś-77 » 21 wrz 2007, o 12:52

Na plaży np. w Łebie sprzedają lody i napoje z lodówek turystycznych, gazety-nawet gratisy dokładają.

juka
Posty: 1327
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 21 wrz 2007, o 13:02

Z plażą kojarzą mi się lody calipso, które pan sprzedający je nosił w drewnianej skrzynce. Lody były zawinięte w błyszczący papierek, cos w stylu margaryny, do kompletu był drewniany patyczek. Były jeszcze lody familijne - w tekturkowym pudełku, trójkolorowe: waniliowo - kakaowo - owocowe.

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 21 wrz 2007, o 17:00

Nie kojarzę OWOCOWYCH SONGÓW ani KOTKÓW. :?

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 21 wrz 2007, o 17:03

Natuś-77 pisze:
Za oranżadę w woreczku dałam bym teraz się pociąć. Wracając z przedszkola zawsze zaglądałam do warzywniaka. U nas były różne kolory, tzn. żółty, czerwony, pomarańczowy, zielony, leżały w dużych zielonych plastikowych skrzynkach po owocach. Czasem chciało mi się ryczeć, jak przy otwieraniu wylało mi sie polowe.
-------------------------------------------------------------
Aż tak? :D
Ale wiesz? Też mi się zachciało, tzn. wypić, a nie pociąć. :D Ciekawe, może ktoś wróci do tego pomysłu? :P

Awatar użytkownika
biały_delfin
Administrator
Posty: 1949
Rejestracja: 12 lis 2006, o 22:45

Post autor: biały_delfin » 21 wrz 2007, o 19:53

czy to na pewno temat o podręczniku do zerówki ? :D

ale na poważnie:
Do dziś pamietam też zapach w sklepie "Goplana", oprócz zapachu czekolady unosił się tam zapach mielonej kawy, bo tylko tam można było kupić w moim mieście kawę na wagę a pani ją na miejscu mieliła.

ja też to wszytko pamiętam,
maszynki do mielenia potem zniknęły, ale widziałem je jeszcze potem w byłej Czechosłowacji

pamientam też jak mama kupowała mi małe cukierki w kolorowych przeźroczystych pudełkach, dzisiaj bardzo rozreklamowane jako małokaloryczne (nie chce robić kryptoreklamy, wiecie o które chodzi :wink: )
"On l'appelle OUM le Dauphin ... "
Biały Delfin UM (piosenka)
Fragment filmu

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 21 wrz 2007, o 20:08

Looody Kalipso! Albo: Looody Mewa! Mewa były dość paskudne. Oblane czekoladopodobną masą. Nawet pod "Batorym" na Dworcu MIOrskim je sprzedawano. Takie paskudne. Kalipso miały przynajmniej jakies opakowanie i wiadomo było kto robił.
Oprócz lodów były: "cytronetaaa" (w workach), bóóóób gottowany!

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 21 wrz 2007, o 20:14

Maszynki do mielenia pamiętam. W latach tzw. komunistycznego kryzysu były atrapą. Wcześniej - procedura wrzucania ziaren do "gruchy" dźwięk młynka, zapach kawy i to "walenie" w końcówkę tegoż urządzenia przez damski dodatek do snopowiązałki w czepku "Społem", który pamietał czasy Powstania Warszawskiego. Piękne.

Geo Dutour
Posty: 277
Rejestracja: 24 maja 2006, o 21:10

Post autor: Geo Dutour » 21 wrz 2007, o 20:37

Dudzio pisze:Maszynki do mielenia pamiętam.


W moich okolicach królowały maszynki firmy Bizerba.

ODPOWIEDZ