W co bawiliśmy się jako niesforne dzieciaki?

Moderatorzy: Robi, biały_delfin

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Eryk75
Posty: 1468
Rejestracja: 12 paź 2007, o 13:53
Lokalizacja: Bytom

Post autor: Eryk75 » 15 lis 2007, o 21:03

Z kolei mój tata zgubił kartki na benzynę i to nie ma miesiąc tylko na dłuższy okres czasu, chyba na pół roku. Już nie pamiętam, jak z tego wybrnął.

juka
Posty: 1328
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 15 lis 2007, o 23:04

Zgubienie kartek to był jeszcze mały problem - najwyżej nie korzystało się przez miesiąc z danych towarów. :) Gorzej było ze zgubieniem wkładek, na które te kartki wydawano. Pamietacie te ogłoszenia w gazetach: "Zgubiono wkładki zaopatrzeniowe na nazwisko... wydane przez... Uczciwego znalazcę... itd"?

Awatar użytkownika
biały_delfin
Administrator
Posty: 1949
Rejestracja: 12 lis 2006, o 22:45

Post autor: biały_delfin » 15 lis 2007, o 23:58

Eryk75 pisze:Zgadza się cukier był wtedy na kartki, dobrze że nie zdążyłem więcej tego cukru, nie mówiąc już o upłynnieniu w ten sposób całego zapasu cukrowego, wtedy by się działo :lol: :lol:


Ja jako 3latek wynalazłem sobie fajną zabawę - wrzucałem (legendarne) rolki papieru toaletowego do muszli klozetowej, spuściłem wodę i obserwowałem co sie dzieje :lol: :lol:
tyle wody w kiblu - niecodzienny widok :lol:

Elle pisze:Eryku, moi rodzice wyrzucili przez pomyłkę kartki do śmietnika.

o Jezu ! :shock: :D
"On l'appelle OUM le Dauphin ... "
Biały Delfin UM (piosenka)
Fragment filmu

Awatar użytkownika
Helmutt
Posty: 324
Rejestracja: 18 paź 2007, o 06:20
Lokalizacja: LUBLIN

Post autor: Helmutt » 16 lis 2007, o 06:38

A ja z kolegą często robiliśmy tzw "specyfiki".
On przychodził po lekcjach do mnie albo ja do niego (jak nasi starzy byli jeszcze w pracy), brało się wszystko co było w łazienice, wszelkie szampomny, płyny, proszki, wlewało po trochu do jednego naczynia, mieszało i .... patrzyło co z tego wyjdzie :) Raz wyszła nam niebieska (dodaliśmy atramentu :) ), pieniąca się masa, którą potem ledwo odczyściłem z umywalki :)

Awatar użytkownika
Eryk75
Posty: 1468
Rejestracja: 12 paź 2007, o 13:53
Lokalizacja: Bytom

Post autor: Eryk75 » 16 lis 2007, o 11:30

Z chemicznych wynalazków zastosowaliśmy kiedyś saletrę, odpalając ją na zewnętrznym parapecie w naszej klasie, wykorzystując nieobecność nauczycielki, która zostałą wezwana do dyrektorki. :lol: :lol:

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 16 lis 2007, o 16:56

A ja w pierwszej klasie podstawówki podkreślałam temat zielonym flamastrem, a potem bezwiednie klepałam się tą linijką po twarzy. I w pewnym momencie pani powiedziała, żebym się umyła, bo miałam twarz na gęsto w długich zielonych krechach. :mrgreen:

Awatar użytkownika
Natuś-77
Posty: 781
Rejestracja: 21 lis 2006, o 15:50
Lokalizacja: Wroclaw

Post autor: Natuś-77 » 30 kwie 2008, o 07:50

A u mnie na osiedlu właśnie strzelało się z takich korków :) ale bajera w końcu je można zobaczyć po prawie 25 latach
Załączniki
355881108.jpg
355881108.jpg (10.63 KiB) Przejrzano 11172 razy

Robi
Moderator
Posty: 2376
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 30 kwie 2008, o 09:00

Strzelanie z korkow to jeszcze nic , obieranie korkow i rzucanie komus pod nogi to dopiero byla frajda a jeszcze jak komus eksplodowal w rekach podczas obierania....

Awatar użytkownika
Zbrozło
Posty: 37
Rejestracja: 6 lut 2008, o 11:44

Post autor: Zbrozło » 30 kwie 2008, o 09:16

Dlatego lepiej było obierać stopą. U nas tak się to właśnie robiło. Kładło się korek bokiem na twardej powierzchni i z wyczuciem, lekko wałkowało stopa do przodu i w tył. Ładunek potem mozna było łatwo wyłuskać, jeśli sam nie wypadł. U nas odchodził jeszcze inny numer. Na wierzch nakładało się trochę pasty do butów, podpalało i czekało aż wybuchnie, robiąc niespodziankę przechodniom. Pamiętam, ze z korkowców można też było strzelać kapiszonami, takimi standardowymi, okrągłymi. bYły też takie taśmowe, ale do tego potzebny był inny pistolet, taki bajerancki, z otwieranym magazynkiem. Miałem w swoim arsenale taki dłuższy korkowiec-kapiszonowiec, imitujący rewolwer, na rękojeści miał głowę konia, kapiszonowiec na taśmy, brat miał nawet strzelbę na kapiszony, a ja dwórurkę, która i tak z niczego nie strzelała, ale można było ją złamać, "załadować" i wystrzelić z obu cyngli na raz.

Robi
Moderator
Posty: 2376
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 30 kwie 2008, o 10:29

Zbrozło pisze:Dlatego lepiej było obierać stopą. Kładło się korek bokiem na twardej powierzchni i z wyczuciem, lekko wałkowało stopa do przodu i w tył. .
Gołą? :shock:

Awatar użytkownika
biały_delfin
Administrator
Posty: 1949
Rejestracja: 12 lis 2006, o 22:45

Post autor: biały_delfin » 30 kwie 2008, o 11:37

miałem ten kapiszonowiec na taśmy, najwcześniejsze jakie pamiętam, to było 1982 r.
"On l'appelle OUM le Dauphin ... "
Biały Delfin UM (piosenka)
Fragment filmu

Awatar użytkownika
Zbrozło
Posty: 37
Rejestracja: 6 lut 2008, o 11:44

Post autor: Zbrozło » 30 kwie 2008, o 12:06

Robi pisze:
Zbrozło pisze:Dlatego lepiej było obierać stopą. Kładło się korek bokiem na twardej powierzchni i z wyczuciem, lekko wałkowało stopa do przodu i w tył. .
Gołą? :shock:
Przeciwnie, uzbrojoną w grubego trepa, nawet jak ładunek eksplodował, to saperowi nogi nie urwało :D

Awatar użytkownika
Eryk75
Posty: 1468
Rejestracja: 12 paź 2007, o 13:53
Lokalizacja: Bytom

Post autor: Eryk75 » 30 kwie 2008, o 19:28

Co do wybuchowych zabaw. Wykorzystywało się mieszankę nadmanganianu potasu i srebrolu (sucha farbka z pyłu aluminiowego), proporcji nie pamiętam. Tę mieszankę wkładało się do pustego korka czyli bezpiecznika porcelanowego, pozbawionego z cieńszego końca mosiężnego kapsla. W miejsce po kapslu wsadzało się najwspanialszy wynalazek Polskiego Monopolu Zapałczanego czyli sztormówkę. Podpalić i uciekać. Sam widziałem, jak taki wynalazek po podpaleniu, potrafił przebić się przez zaspę śnieżna rozświetlając ja od środka pięknym fioletowym światłem. Inna bardzo efektowna zabawa z użyciem saletry. Saletrę wymieszaną z cukrem przysypywało się warstwą piachu, nadając całości formę wulkanu. Teraz trzeba było odgarnąć piach z wierzchołka i podpalić odsłoniętą saletrę. Bardzo efektowna erupcja i olbrzymie kłęby dymu. :mrgreen:

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 30 kwie 2008, o 21:16

Kto toczy dyskusję, o materiałach wybuchowych?
Obrazek
Obrazek
Rodzaj męski...
Obrazek :wink:

Awatar użytkownika
gumisio
Administrator
Posty: 549
Rejestracja: 20 paź 2006, o 20:37
Lokalizacja: Mińsk Mazowiecki
Kontakt:

Post autor: gumisio » 31 maja 2008, o 11:52

Moj boze ... mialbyc taki spokojny temat a wyszla bardzo niebezpieczna mieszanka ale przy pewnych zabawach sie oczywiscie usmialem :)

Ja dorzuce tylko jeszcze (zeby sie nie powtarzac) robienie domow z duzych kartonowych pudel. Czasami takie pudla byly wyrzucane ze sklepow do smietnikow. Wtedy nie byla moda na makulature to dzieciarnia brala te pudla - robila otwory i mieli domki albo bazy.

Looka sobie teraz na te Wasze zabawy bo szykuje material by pokazac jutro pewnej osobie prowadzaca w Warszawie sklep z "Kultowymi Dobranockami", ale nie wiem czy wykorzysta ona z tego cos ... zbyt drastyczne :wink:
http://dubbing.pl - encyklopedia polskiego dubbingu
http://www.nostalgia.pl - portal twojego dzieciństwa

ODPOWIEDZ