Zabawki

Moderatorzy: Robi, biały_delfin

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Natuś-77
Posty: 781
Rejestracja: 21 lis 2006, o 15:50
Lokalizacja: Wroclaw

Post autor: Natuś-77 » 21 kwie 2009, o 12:41

Obrazek
Free Image Hosting by ImageBam.com

Takich laleczek-golasków miałam kilka :lol:

Awatar użytkownika
smok_teodor
Posty: 111
Rejestracja: 5 mar 2009, o 13:58

Post autor: smok_teodor » 21 kwie 2009, o 14:38

Gumowe golasy były wtedy na topie. Pomimo ogromnych braków w zaopatrzeniu w zabawki, pamiętam moje wizyty z mamą w "Smyku" i wśród pustych prawie półek zawsze jakiś gumowy golas się znalazł. Ja nie miałem żadnego (golasy były bardziej dla dziewczynek :wink: ). Dzięki rodzinie w Niemczech oraz zapobiegliwości mojej mamy (mieszkaliśmy niedaleko "Smyka", więc bardzo często szła na otwarcie sklepu, kiedy jeszcze można było coś względnego kupić) miałem ładne zabawki. Większość z nich, gdy wyrastałem, oddawało się np. mojemu bratu ciotecznemu, młodszemu ode mnie o kilka lat. W ten sposób ślad po nich zaginął.

Awatar użytkownika
Malanow
Posty: 3
Rejestracja: 23 kwie 2009, o 17:46
Lokalizacja: Góra
Kontakt:

Post autor: Malanow » 23 kwie 2009, o 18:25

Witam! Z racji wieku, załapałem się na końcówkę prawdziwie nostalgicznego okresu, ale z uwagi na fakt posiadania starszego rodzewństwa i kuzynostwa trafiały mi się zabawki nostaligiczne:) Zabawkami, którymi najbardziej zapadły mi w pamięć były:
- "zdalnie sterownay" czerwony autobus
- wiropłat - pszczółka Maja, kupiony na wakacjach w Sianorzętach
- plasitkowe samochodziki kupowane w kiosku RUCHU, dokładnie to były zestawy, głównie ciężarówek, ciągników (śmieciarki, betoniarki, wywrotki), sprzedawane w przeżroczystej plastikowej tubie. pamiętam że miałem całą "armię" tych pojazdów, która poruszała się po mieście budowanym z wszelkiej maści pudełek
- zestaw do samodzielnego montażu, ale pamiętam go jak przez mgłe. Kojarzy mi się tylko tyle, że był z plastkiku, można z niego było zbudować między innymi ciężarówkę, w zestawie były plastikowe śruby i nakrętki oraz cała masa płaskich elementów.
- duża wywrotka marki Star, w wychylaną skrzynią ładunkową
- cała masa gumowych smerfów, dla których miałem nawet smefwowy domek

Osobną grupą, zabawek które pamiętam, były zabawki przysyłane z ZSRR przez koleżanki mojej siostry (jak moja siostra takie znajomosci zawarła, nie pytajcie :)). Zabawki, które one przysyłały prawie zawsze były elektryczno - mechaniczne i miłay jedną współną cechę, nie można było do nich, w polskich sklepach dokupić kompatybilnych baterii. Na jakiś dzień dzicka z ZSRR dostałem, wypasiony pistolet, który po naciśnięciu spustu migał lampą na końcu lufy oraz wydawał z siebie przerażliwy dźwięk. Pistolet przypominał Lugera, i był podejrzanie różowego koloru. Póki, działały baterie, rządziłem na podwórku, jak baterie padły, pierwsze skrzypce grał kolega z pistoletem na kapiszony. Co do zabawek z dawnego ZSRR to największa radość sprawiły mi, gazetki/wycinanki, nie wiem jak to dokładnie nazwać, pod tytyłem "Wesołe Kartinki". Można z nich było zbuodować gospodarstwo, z całą masa zwierzaków, i budynków. Przez te wycinanki, podłapałem trochę rosyjskich słówek, i nie mogłem się przestawić na polskie odpowiedniki (przez całą zerówkę na psa mówiłem sabaka). Te radzieckie zabawki odcisneły na mnie wielkię piętno, a dokładnie jedna zabawka i to na dodatek nie moja ale mojej siostry. Była to wielka lalka ubrana w jakich rosyjski/radziecki strój ludowy, w której byłem zakochany :) i przez, którą został mi do tej pory pociąg do rosjanek :):):)

A co do zabawek polskich jeszcze, to pamiętam, że zawsze w niedzielę palmowa przed kościołem stały stragany i co roku mama kupowała mi kolorwy wiatraczek na takim druciku, który potem przyczepiałem do swojego roweru (rower oczywiście produkcji Romet, a "model" roweru to Salto). Czasami, oprócz wiatraczka mama kupowała mi taką kurkę piszczałkę ale pamięam, że te kurtki zawsze jakoś tak słabo piszczały. Na koniec przypomniały mi się zabawki, które dostałem w spadku po moich kuzynkach. Była to mechaniczna ryba i mechaniczny hipopotam. Obie zabawki były z gatunku pływających, ryba co prawda nie działa już (tzn na powierzchni tylko się unosiła). Natomiasta hipcio działał idelani. Z ruchomej paszczy, wychodził mu szynurek z kółeczkiem z plastiku. Pociągniecię sznurka powodowało, naciągnięcie jakiejś sprężyny, lub innego mechanicznego ustrojstwa, które powodowało, że hipek przebierał łapkami i kłapał paszczą. Pamiętam, że hipopoptam był niebieski i miał pomarańczowe łapki oraz tego samego koloru okulary. Trzeba było o nie dbać, tzn dokładnie suszyć go po każdej kąpieli żeby jego mechanizmy nie zardzewiały. Spotkał się ktoś z was z taką zabawką?

PS: Ależ się rozpisałem:) Przepraszam za brak ogonków, i literówki:)

Awatar użytkownika
Natuś-77
Posty: 781
Rejestracja: 21 lis 2006, o 15:50
Lokalizacja: Wroclaw

Post autor: Natuś-77 » 24 kwie 2009, o 07:25

Doskonale pamiętam "wodne" zabawki. Miałam ich całą torbę (przezroczystą ze Sindbadem) leżała pod wanną.. Jedną z ulubionych moich zabaw w dzieciństwie była właśnie kąpiel z mnóstwem zabawek, ponadto bardziej rozwijające umysłowo..np. : ze stoperem w ręku mierzyłam, która zabawka najszybciej utonie, która kropla puszczona po rancie wanny szybciej da nura do wody i oczywiście..ile sekund najdłużej wytrzymam pod wodą. :cool:

Czy ten hipopotam to nie miał czasem okularów?

Acha, miałam jeszcze taką baniuszkę do puszczania baniek. Przypominała trochę naczynie z bajek o Ali babie i rozbójnikach. Była pękata, wieko miało zamontowaną rureczkę i nie do końca się ściągało, tylko można było troszkę je rozchylić, żeby dolać płynu. Było to w kolorze spłowiałego błękitu.

Robi
Moderator
Posty: 2374
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 24 kwie 2009, o 09:44

Natuś-77 pisze:

Acha, miałam jeszcze taką baniuszkę do puszczania baniek. Przypominała trochę naczynie z bajek o Ali babie i rozbójnikach. Była pękata, wieko miało zamontowaną rureczkę i nie do końca się ściągało, tylko można było troszkę je rozchylić, żeby dolać płynu. Było to w kolorze spłowiałego błękitu.
Gdzies tu kiedys wklejalem cos takiego

Awatar użytkownika
Malanow
Posty: 3
Rejestracja: 23 kwie 2009, o 17:46
Lokalizacja: Góra
Kontakt:

Post autor: Malanow » 24 kwie 2009, o 18:18

Hipopotam miał okulary, takie pomarańczowe "lenonki" :)

Robi
Moderator
Posty: 2374
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 19 maja 2009, o 18:50


Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 20 maja 2009, o 10:37

Złotą strzelającą dolarówkę pamiętam. Była do nabycia w "prywaciarskich" sklepach z tandetą, albo na odpustowych straganach.
"ciężkie czasy!" westchnął sowiecki sołdat zdejmując zegar z wieży kościelnej

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 20 maja 2009, o 13:05

Dudzio pisze:Złotą strzelającą dolarówkę pamiętam. Była do nabycia w "prywaciarskich" sklepach z tandetą, albo na odpustowych straganach.
Mieliśmy, tzn. brat miał taką. :smile: Czy tam wkładało się pistonki (tak u mnie się to nazywało)? Ale skąd pomysł, żeby dolara w to wplątać? :?:

Robi
Moderator
Posty: 2374
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 20 maja 2009, o 13:25

Elle pisze: Czy tam wkładało się pistonki (tak u mnie się to nazywało)?
Nie wiem co to ale jesli to to samo co kapiszony to chyba tak

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 20 maja 2009, o 16:05

U nas to nazywano kabzlami. Były okrągłe, jak konfetti i wa taśmach (do pistoletów z mechanizmem do przesuwania taśmy). Kiedy czasem zabrakło tych okrągłych oddzierało się lub odcinało kawałeczki z taśmy.
"ciężkie czasy!" westchnął sowiecki sołdat zdejmując zegar z wieży kościelnej

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 20 maja 2009, o 16:08

Dudzio pisze:U nas to nazywano kabzlami. Były okrągłe, jak konfetti i wa taśmach (do pistoletów z mechanizmem do przesuwania taśmy). Kiedy czasem zabrakło tych okrągłych oddzierało się lub odcinało kawałeczki z taśmy.
To było właśnie to. :grin: Znowu mamy regionalizmy. :smile:

Awatar użytkownika
biały_delfin
Administrator
Posty: 1949
Rejestracja: 12 lis 2006, o 22:45

Post autor: biały_delfin » 21 maja 2009, o 13:40

Dudzio pisze:U nas to nazywano kabzlami. Były okrągłe, jak konfetti i wa taśmach (do pistoletów z mechanizmem do przesuwania taśmy).
u nas - kapiszony.

z zabawek na obrazkach miałem magnetyczna twarz - znalazałem w szawce miedzy prześcieradłami - mama zapomniała że miała mi go dać na prezent. poza tym znaki drogowe kupione w kiosku, petała sie gdzieś któraś z tych lornetek, miałem też troche inną wersję "jednorekiego bandyty" i skądś pamientam te króliki piłujące marchewkę.
"On l'appelle OUM le Dauphin ... "
Biały Delfin UM (piosenka)
Fragment filmu

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 21 maja 2009, o 19:28

biały_delfin pisze:
Dudzio pisze:U nas to nazywano kabzlami. Były okrągłe, jak konfetti i wa taśmach (do pistoletów z mechanizmem do przesuwania taśmy).
u nas - kapiszony.

z zabawek na obrazkach miałem magnetyczna twarz - znalazałem w szawce miedzy prześcieradłami - mama zapomniała że miała mi go dać na prezent. poza tym znaki drogowe kupione w kiosku, petała sie gdzieś któraś z tych lornetek, miałem też troche inną wersję "jednorekiego bandyty" i skądś pamientam te króliki piłujące marchewkę.
Każda mama myślała, ze to najlepszy schowek, a każde dziecko i tak wiedziało, gdzie najpierw szukać. :lol:
Ja znalazłam między prześcieradłami coś innego. Po jakimś czasie sama to "podprowadziłam". :wink:

Awatar użytkownika
biały_delfin
Administrator
Posty: 1949
Rejestracja: 12 lis 2006, o 22:45

Post autor: biały_delfin » 21 maja 2009, o 19:52

Elle pisze:a znalazłam między prześcieradłami coś innego.
a co ?
"On l'appelle OUM le Dauphin ... "
Biały Delfin UM (piosenka)
Fragment filmu

ODPOWIEDZ