Chemia i kosmetyki z dawnych lat

Moderatorzy: Robi, biały_delfin

ODPOWIEDZ
Robi
Moderator
Posty: 2367
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Chemia i kosmetyki z dawnych lat

Post autor: Robi » 10 lis 2007, o 11:02

Pamietacie cos z tego?
ObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek
ObrazekObrazekObrazek

juka
Posty: 1327
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 10 lis 2007, o 11:21

Oczywiście pamietam większość tych produktów, najbardziej mnie jednak zainteresowało mydło nietonące (!) i plaster na odciski dla turystów (a dla nie-turystów był inny?) :)

Robi
Moderator
Posty: 2367
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 10 lis 2007, o 11:31

No wlasnie :)
I ten krem do opalania wyglada zachecajaco :wink:

Awatar użytkownika
wilma
Posty: 1455
Rejestracja: 31 maja 2007, o 13:29

Post autor: wilma » 10 lis 2007, o 13:31

Pamietam wiele z tych rzeczy:wody po goleniu(brakuje tylko Prastarej),plyn do naczyn ze smieszna koncówka,wode konwaliowa,tylko w innym flakonie,mydelka,proszki,wate,paste do butów z mewa,muchozol,paste do podlogi.Nie pamietam co kryje w sobie butelka z napisem Megi,choc opakowanie pamietam.Mama miala lakier do wlosów z pompka , mleczko po kapieli Aretuza,tusz w kamieniu i miseczke w której moczyla grzebyk,zeby tusz sie rozpuscil.W tamtych czasach chyba nie bylo nic do demakijazu.Kosmetyki kolorowe to wylacznie Celia.A Extase to tez PRL?Zawsze myslalam,ze weszla po 89r.
http://serialkatarzyna.ovh.org/ polska strona serialu Katarzyna
http://www.catherinedemontsalvy.ch/ strona serialu w jezyku angielskim
http://orticoni.jose.neuf.fr/cariboost1/index.html francuska strona

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 10 lis 2007, o 14:32

Jako dziecku podobały mi się te małe poduszeczki z brązowym olejkiem do opalania. Były w każdym kiosku w zgrzewkach. Jeśli chciało się np. jedną, to pani odcinała nożyczkami. Czasem chciałem, żeby mama na wczasach kupiła takie do posmarowania się na plaży. Ale mama skądś załatwiała masło kakaowe i twietdziła, że jest najlepsze do opalania. To były takie kremowe kawałki o wspaniałym, kakaowym zapachu. Do dziś nie wiem skąd to masło pochodziło. Tylko myśmy je stosowali. Ale mama się świetnie znałą i pewnie miałą rację. W plastikowych zielonych poduszeczkach był jeszcze "szampon jajeczny". Z kosmetyków pamiętam jeszcze wodę "Poemat", bo kupiłem ją mamie w kiosku na Mikołaja. Luksusowymi kosmetykami były chyba te z serii "Pani Walewska" choć osobiście powiem, że mi nigdy sie nie podobały. Potem dla swoich sympatii kupowałem wody toaletowe w "Peweksie". Trzeba było długo oszczędzać na te trzy - cztery dolary, żeby ukochanej kupić z okazji urodzin, imienin, czy na Mikołaja malutką buteleczkę z wodą w atomizerze. Pamiętam, że wtedy największym powodzeniem cieszyły się: "Masumi", Flamme", "Revue", "Smitty", "Kobako". Oczywiście na szaleństwa w stylu "Opium" nikogo nie było stać. W "Modzie Polskiej" kupowało się mydełko "Zielone jabłuszko" w biało-różowym pudełeczku, albo dla siebie jakąś wodę kolońską o zapachu cytrynowym (produkowała je firma tzw. polonijna Comindex). W zwykłych sklepach można było dostać licencyjne dezodoranty "Bac". Inne kosmetyki pachniały tak, że dzisiaj raczej nikt nie chciałby na nie spojrzeć. Miały intensywne zapachy kwiatowo- odurzające. Ale wszystko przebijały radzeckie "Odiekołony". Mogły służyć do zabijania much.
Z proszków do prania moja mama zawsze stosowała "Ixi 65". Pamiętam też "Bis" i "Cypisek" dla dzieci (podobna dawał straszne uczulenia), oraz "Pollenę automat" (do pralek automatycznych). Wełnę prało się w "Kokosalu" w charakterystycznych plastikowych butelkach. Z past do zębów najpopularniejsze były" zwykła "Lechia" (biało niebieska tubka), "Pollena" ("pieni się obficie" :) ). Myśmy najczęściej uzywali pasty "Azulenowej". Była też jakaś pasta z dodatkiem soli (paskudna w smaku). W latach osiemdziesiątych, kiedy było już z zaopatrzeniem tragicznie sprzedawano proszek do zębów, a zwykła pasta "Lechia" miała kolor szary (podobno nie było białej kredy i stosowano jakąś szarą).
Kiedy można było wyjeżdżać na Węgry ratowaliśmy się zakupami tamże. Mieli fajne mydełka owocowe (pamiętam mandarynkowe) i dezodoranty dla dziewcząt o zapachu "zielone jabłuszko". Kiedyś moja dziewczyna zażyczyła sobie takie i dostałem je dopiero pod jugosłowańską granicą. Były różne dezodoranty, ale nigdzie nie mogłem dostać akurat takich. Kupiłem od razu osiem. W Czechosłowacji pamietam jak kupiliśmy duże pudełko proszku do prania i przd granicą przesypywaliśmy je do zwykłych foliowych torebek. Czechosłowaccy celnicy nie perzepuszczali prawie niczego, chociaż kupiliśmy to za korony z oficjalnej wymiany.
Pamiętam też lepy na muchy. Były bardzo popularne. W sklepach i barach zwisały ich dziesiątki. To były szarożółte paski papieru, które przyklejało się do sufitu jednym końcem. Miały długość ok. pół metra i były pokryte jakimś klejem z substancją zwabiającą owady. Robiły okropne wrażenia z setkami przklejonych much.

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 10 lis 2007, o 14:41

Przypomniałem sobie jeszcze o węgierskim cudownym środku na porost włosów "Banfi Hajszesz" w bordowych, plastikowych butelkach. To była nadzieja dla łysych. Pokazało się to na przełomie lat 70. i 80. Były dostępne tylko na Węgrzech i stamtąd docierały do nas indywidualnym "importem". To był najlepszy prezent, na głowę bijący inne. Na Węgrzech kupowało się kilka sztuk (też nie były łatwo dostępne) i w Polsce stanowiły świetny "dowód wdzięczności" kiedy chciało się coś załatwić.
W połowie lat 80. najmodniejszymi kosmetykami męskimi były uważane za super eleganckie "Old Spice" i "Cedar Wood". Dostępne oczywiście tylko w Peweksie.
Z polskich za elaganckie dla mężczyzn uchodziły serie: "Wars", "Consul" i "Brutal".

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 10 lis 2007, o 14:52

Pamiętam oczywiście ten płyn do naczyń TIP TOP w śmiesznej żółtej butelce,
- mydła (niektóre można było dostać jeszcze kilka lat temu),
- proszki: IXI, POLLENA.
- Były też szmpony w tych pękatych kwadratowych poduszczkach. Mieliśmy ciemnozielony ziołowy. No i raz miałam przygodę z tym szmponem, bo z braku nożyczek próbowałam rozgryźć narożnik; skończyło się oczywiście tym, że nieomal wypiłam pół szaszetki. :mrgreen:

Robi
Moderator
Posty: 2367
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 10 lis 2007, o 18:27

Takie lepy o ktorych pisze Dudzio to ja widywalem czesto w sklepach spozywczych wiszace z muchami u sufitu.
Z perfum to najlepiej pamietam "Byc moze" moja babcia takie miala

Awatar użytkownika
biały_delfin
Administrator
Posty: 1949
Rejestracja: 12 lis 2006, o 22:45

Post autor: biały_delfin » 10 lis 2007, o 19:01

Dudzio pisze:ako dziecku podobały mi się te małe poduszeczki z brązowym olejkiem do opalania. Były w każdym kiosku w zgrzewkach. Jeśli chciało się np. jedną, to pani odcinała nożyczkami.
Jako dziecko bardzo lubiłem się nimi bawić, widziałem je (te same ) jeszcze parę lata temu u babci - trochę wklęsły :D
Ostała się aż do teraz buteleczka perfum "Być może", mają bardzo ładny zapach i w niczym nie ustępują dzisiaj sprzedawanym kosmetykom.
Niedawno gdzieś na strychu u babci znalazłem też kilkanaście zakurzonych starych mydełek (!!!) Tych lawendowych dokładnie takich jak na zdjęciu !!!
"On l'appelle OUM le Dauphin ... "
Biały Delfin UM (piosenka)
Fragment filmu

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 10 lis 2007, o 21:47

Do szorowania zlewów i garnków używało się proszku "Javox". A Ludwik sprzedawany był w szklanych butelkach. Zawsze był zielony i miał ten miętowy zapach, którego nie znoszę.
A propos proszków, pamiętam wymianę zdań mojego Taty z jakimś facetem zauroczonym nowoczesnością za gierkowskich czasów (taki Wisiorny z "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?" Barei). Zaczął chwalić władzę, że nawet proszki do prania są teraz, a nie trzeba jak kiedyś prać mydłem na tarze. Na to Tato odpowiedział: "Panie! proszki do prania to były jeszcze przed wojną!" I fakt np. "Radion" i "Persil" to marki znane jeszcze "od przedwojny".

juka
Posty: 1327
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 10 lis 2007, o 22:54

Kiedy był "Ludwik" w szklanych butelkach? Bo ja pamiętam ten z lat 70 w plastikowych, ciemnozielonych, takich burych w zasadzie, z białym nadrukiem. Zawsze wykorzystywalismy później te butelki do zabaw w śmigus-dyngus.

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 10 lis 2007, o 23:01

Ja też nie pamiętam plastikowego Ludwika. :o

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 10 lis 2007, o 23:02

Miało być SZKLANEGO :!: (Kochana możliwość edycji :twisted: )

Awatar użytkownika
biały_delfin
Administrator
Posty: 1949
Rejestracja: 12 lis 2006, o 22:45

Post autor: biały_delfin » 10 lis 2007, o 23:42

Ja ledwo, ale pamiętam - zielony płyn w takiej karbowanej szklanej przeźroczystej butelce z białymi nadrukami
"On l'appelle OUM le Dauphin ... "
Biały Delfin UM (piosenka)
Fragment filmu

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 11 lis 2007, o 00:52

juka pisze:Kiedy był "Ludwik" w szklanych butelkach? Bo ja pamiętam ten z lat 70 w plastikowych, ciemnozielonych, takich burych w zasadzie, z białym nadrukiem. Zawsze wykorzystywalismy później te butelki do zabaw w śmigus-dyngus.


Ja pamiętam "Ludwik" w szklanych, karbowanych (chyba u dołu i u góry - wybaczcie juz skleroza dokładnie nie pamiętam) butelkach.
Te duże plastikowe butelki miały też płyny do płukania tkanin "K". I takie używaliśmy do lania w wielkanocny poniedziałek. Usprawnienie polegało na dodaniu rurku do zakrętki z dziubkiem. "Ludwika" w plastikowych butelkach w latach 70. nie pamiętam, co nie znaczy, że ich nie było.

ODPOWIEDZ