Rowerki waszego dziecinstwa .....i nie tylko

Moderatorzy: Robi, biały_delfin

ODPOWIEDZ
Robi
Moderator
Posty: 2367
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Rowerki waszego dziecinstwa .....i nie tylko

Post autor: Robi » 18 lis 2007, o 20:43

Ja zaczynalem sie uczyc na rowerku z dokrecanymi kolkami , gorna rame mial z dwoch pretow schodzacych sie w ksztalt "waskiej" litery V .Hamulec mial tylko reczny i nie byla to szczeka jak bywa obecnie ale taka guma dociskajaca opone od gory. Nie zawsze to bylo niestety skuteczne...
Na komunie dostalem skladaka Wigry3 , katowalem go niemilosiernie u babci na wsi , skakalo sie na odlegosc na wybojach i nierownosciach, jezdzilo po lesnych i polnych sciezkach. Piasty bardzo czesto nie wytrzymywaly tego wszystkiego.
W wieku 16 lat kupilem sobie Waganta i jezdzielm nim przez kolejne 16 lat...
Pamietam ze w latach 80 popularne byly BMX z takim dlugim siodelkiem podobne do tego zielonego na zdjeciu.
ObrazekObrazekObrazek

juka
Posty: 1327
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 18 lis 2007, o 22:35

Mój pierwszy rower to był składak Pelikan, na którym nauczyłam się jeździć ( i to bez dokręcanych kółek). Potem miałam Wigry 4 ( w sumie to stoi gdzieś w piwnicy do dziś i chyba nawet jest sprawny). To z takich zabytków, bo o tych późniejszych nie ma co pisać. :)

Awatar użytkownika
Helmutt
Posty: 323
Rejestracja: 18 paź 2007, o 06:20
Lokalizacja: LUBLIN

Post autor: Helmutt » 19 lis 2007, o 09:14

Mój pierwszy rower to identyczny z tym jaki jest w pierwszym poście w lewym górnym rogu. Dłuuugo jeździłem z doczepianymi kółkami, az potem ojciec się wnerwił i mi je w końcu odczepił nie zważając na moje płacze. Okazało się, że umiem jeździć na dwóch. Potem był różowy "pelikan", rower ekspolatowany długo i intensywnie. Później "wigry 3" - godny uwagi tylko dlatego, że przez długi czas jeździłem na kompletnie rozsypanej piaście tylnej, objawiało się to tym, że pedały się co jakiś czas obracały "na siłę" gdy nimi nie kręciłem :) Gdy z ojcem rozebraliśmy piastę - to wysypał się z niej "maczek" oraz zdeformowane wałeczki :).
Potem był "Jubilat" - ten rower to weteran, zrrobiłem na nim najwięcej kilometrów ze wszystkich moich rowerów późniejszych i wcześniejszych, dokonywałem "tuningu" - doczepiany koszyk, lusterko, kierunkowskazy :), pierwszy rower, któy naprawiałem sam, zresztą akurat był raczej bezawaryjny, jedyna poważna rzecz to zużyty zabierak w piaście tylnej. Po "zezłomowaniu" Jubilata (jak zwykle poszedł "na częsci zamienne" - chyba jeszcze coś u babki na strychu bym z niego odnalazł), długo nie miałem roweru aż dostałem "górala" z Włoch. Ale to już nie to.

Awatar użytkownika
Daguchna
Posty: 466
Rejestracja: 8 paź 2005, o 17:13
Lokalizacja: Jelenia Góra
Kontakt:

Post autor: Daguchna » 19 lis 2007, o 13:10

To może zejdźmy na jeszcze niższy poziom techniki ;) Mój pierwszy rower był mały, miał ramę z metalowej rurki pola pomalowanej kiedyś na czarno, 3 grube kółka z żółtego plastiku i pomarańczowej siodełko. I był strasznie niewygodny. Wyrób lat 80. otrzymany po starszej kuzynce.
Mishilanu kuni no tripper...

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 19 lis 2007, o 13:40

Ja zaczynałem nauke jazdy od roweru - składaka "Czajka". Rodzice dokupili mi do niego potem przerzutki Shimano i w ten sposób powstała "Czajka - super" . Z przerzutkami w seryjnym wyposażeniu sprzedawany był wtedy tylko składak "Sokół lux" (wersja składaka "Sokół"). "Czajka" była solidniej wykonana, ponieważ miała bagażnik z grubszych pretów i solidne uchwyty mocowania błotników. Na czas nauki jazdy rodzice odkręcili mi błotniki, dynamo, reflektor i tylną lampkę. Dopiero kiedy już przestałem się przewracać, zamontowali mi z powrotem. W tych składakach po pewnym czasie pękała rama przy zawiasie do składania i trzeba było ją spawać. Wcześniej najpopularniejszymi skąłdakami były "Karaty" (rama prosta bez zagięć) i "Flamingi" (z obło wygiętą ramą). "Pelikan" był dużo mniejszy od zwykłych składaków. Był też podwójny rower - tandem o nazwie "Duet". Potem pojawiły się "Wigry". Oczywiście marzeniem były kolarki. Takimi substytutami były "ćwierćkolarki" i "połkolarki" (bez przerzutek i z przerzutkami). Największy szpan to prawdziwe kolarki "Huragany" z lekką ramą, bezdętkowymi oponami i podwójnymi przerzutkami. Potem zastąpiły je "Jaguary". Z młodzieżowych rowerów - nieskładaków pamietam "Polo" i "Polo lux", które zamiast siodełka miały długą kanapę do siedzenia i dwa pręty wystające z tyłu.
Dla małych dzieci były rowerki "Orlik" z kierownicą w "jaskółkę".

Robi
Moderator
Posty: 2367
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 19 lis 2007, o 16:57

Ja chcialem miec kolarke ale nigdy jej nie mialem. Zeby choc troche ja poczuc przekrecalem w skladaku kierownice ku dolowi :wink:

Awatar użytkownika
Eryk75
Posty: 1468
Rejestracja: 12 paź 2007, o 13:53
Lokalizacja: Bytom

Post autor: Eryk75 » 19 lis 2007, o 17:02

Moim pierwszym rowerem był również ten w lewym górnym rogu, tylko że mój był koloru zielonego, dostałem go na Boże Narodzenie w 1980 roku. Oczywiście jazdę zaczynałem też z doczepionymi kółkami, ale dość szybko nadszedł bojowy test, czyli jazda samodzielna, która zakończyła się sukcesem :mrgreen: , przejechałem samodzielnie gdzieś 40 metrów, a eskapada zakończyła się pod furmanką, która stała na poboczu, bo te moje próby miały miejsce u babci na wsi. Później miałem Wigry 3 i Jubilata 2, ten ostatni rower służył mi dość długo, aż nie został złomowany. :(

Robi
Moderator
Posty: 2367
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 19 lis 2007, o 17:07

Pamietam jak kolega kupil sobie rower i prosto ze sklepu poszedl z nim do Urzedu Miasta po cos , gdy wyszedl to juz go nie bylo. Nie zdarzyl nawet przekrecic pedalow ( dawniej nowe rowery mialy pedaly skrecone do wewnatrz ). Zostalo mu tylko swiatelko odblaskowe, lampa i karta gwarancyjna bo mial to w kieszeni.

juka
Posty: 1327
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 19 lis 2007, o 17:34

Znam podobny przypadek: mąż i syn mojej znajomej kupili jej rower, zostawili pod blokiem (własnie taki nieskręcony) i poszli na górę po nią, żeby obejrzała prezent. Oczywiście, nigdy go nie zobaczyła. :shock:

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 19 lis 2007, o 23:24

Robi pisze:Pamietam jak kolega kupil sobie rower i prosto ze sklepu poszedl z nim do Urzedu Miasta po cos , gdy wyszedl to juz go nie bylo. Nie zdarzyl nawet przekrecic pedalow ( dawniej nowe rowery mialy pedaly skrecone do wewnatrz ). Zostalo mu tylko swiatelko odblaskowe, lampa i karta gwarancyjna bo mial to w kieszeni.


Ja miałem taką specjalną pętlę - zapięcie ze stalowej linki z zamkiem na szyfr. Został mi do dzisiaj i jeszcze syn z niego korzystał. Jak się zapięło za ramę do słupka nie było siły. Chociaż teraz złodzieje są chyba lepiej wyposażeni.

Awatar użytkownika
Helmutt
Posty: 323
Rejestracja: 18 paź 2007, o 06:20
Lokalizacja: LUBLIN

Post autor: Helmutt » 20 lis 2007, o 05:55

U mojej babci na wsi był jeszcze lepszy motyw:
Przyjechała jakaś kobiecina rowerem do sklepu po bułki jak co rano, wychodzi ze sklepu - a jej roweru nie ma. To ona wzięła sobie jakiś inny stojący obok sklepu rower i wróciła do domu, bo nie chciało jej się piechotą pocinać.

ernie
Posty: 95
Rejestracja: 26 lut 2007, o 00:47

Post autor: ernie » 20 lis 2007, o 08:08

Ja tak jak większość miałem te najpopularniejsze - Pelikan, Wigry, Jubilat. na początku miałem te rowerek ze zdjęcia w lewym górnym rogu - ale miał takie kółeczka badziewiaste, które jak się jechało było słychać chyba w odległości 200m :D
Ale mój kolega miał świetny sprzęt - wyglądał tak jak ten rowerek ze zdjęcia w prawym dolnym rogu ale był dużo większy - gdy miał ok. 160cm wzrostu spokojnie jeszcze mógł na nim jeździć - rower był szybki i bardzo zwrotny.

Robi
Moderator
Posty: 2367
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 20 lis 2007, o 10:12



Ja miałem taką specjalną pętlę - zapięcie ze stalowej linki z zamkiem na szyfr. Został mi do dzisiaj i jeszcze syn z niego korzystał. Jak się zapięło za ramę do słupka nie było siły. Chociaż teraz złodzieje są chyba lepiej wyposażeni.


Ja mam do dzisiaj przy swoim obecnym rowerze ale rzadko korzystam bo teraz jezdze za miasto lub do lasu.
Dawniej czestym widokiem zwlaszcza na wsiach byly dzieciaki jezdzace na meskich rowerach z noga pod rama

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 20 lis 2007, o 13:32

Robi pisze: Dawniej czestym widokiem zwlaszcza na wsiach byly dzieciaki jezdzace na meskich rowerach z noga pod rama
Kiedyś karierę na wsi robiły radzieckie rowery "Ukraina". Takie "gniotsa nie łamiotsa".

Awatar użytkownika
Helmutt
Posty: 323
Rejestracja: 18 paź 2007, o 06:20
Lokalizacja: LUBLIN

Post autor: Helmutt » 20 lis 2007, o 14:30

"Nie pij wódki, nie pij wina - kup se rower Ukraina" :D

U mojej babci na wsi to większość spośród rowerów "dorosłych" stanowiły "Ukrainy".

ODPOWIEDZ