wakacje we wspomnieniach

Moderatorzy: Robi, biały_delfin

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
biały_delfin
Administrator
Posty: 1949
Rejestracja: 12 lis 2006, o 22:45

wakacje we wspomnieniach

Post autor: biały_delfin » 27 lip 2008, o 20:35

Pamiętacie swoje wakacje na np. nad morzem (chociaż niekoniecznie) ?
Gorące letnie powietrze, falochrony, muszelki, rowery wodne, wysokie (wtedy)
stanowiska dla ratowników, latarnie morskie ?
budowanie w piasku rzek, potem wypełnianie wodą, robienie tamy ?
albo kopanie dołów aż się człowiek dokopał do wody, budowle z piasku.
pamiętam jak rozkładałem na czynniki pierwsze składane leżaki (takie z kilku rurek) i montowałem jakieś dziwaczne meble.
"On l'appelle OUM le Dauphin ... "
Biały Delfin UM (piosenka)
Fragment filmu

Awatar użytkownika
Helmutt
Posty: 323
Rejestracja: 18 paź 2007, o 06:20
Lokalizacja: LUBLIN

Post autor: Helmutt » 28 lip 2008, o 07:34

Wczasy nad morzem, byliśmy dwa razy w Jastarni i Ustroniu Morskim (połowa lat 80-tych). Z Jastarni pamiętam niesamowicie ciasny pokój w starym domku, w którym jakoś pomieścilismy się w 4 osoby (mama, tata, brat i ja), całkiem ładne miasteczko z mnóstwem sklepów z pamiatkami, smażalnie ryb no i plażę gdzie obowiązkowo zbieraliśmy muszelki. Całe wiadra muszelek. Pamiętam też wycieczki do okolicznych miejscowości (Jurata, Hel) no i rejs statkiem po Zatoce Gdańskiej do Gdyni i z powrotem - na środku Zatoki stał taki opuszczony statek. Z ojcem chodziliśmy po porcie w Gdyni i w Jastarni, w każdym mieście ojciec kupował mi miniaturkę herbu miasta na szpilce, którą wpinaliśmy do czapki - pamiętam, że było ich sporo, bo w sumie trochę miast zwiedziiśmy.
W Ustroniu Morskim (następny rok) pamiętam, że mieszkaliśmy jakieś 2 km od miasta, tym razem byłem z mamą, babcią i bratem. Dość specyficzne wczasym, gdyż na samym początku.... złapałem anginę i w zasadzie większość czsu siedziałem w domu, później chodziliśmy plażę ale mama z babcią pilnowały, żebym się nawet nie zbliżał do wody.
Z obydwu wczasów pamiętam też jazdę niesamowicie zatłoczonym nocnym pociągiem w obydwie strony, klimat nieziemski, po 10-15 osób w przedziale, korytarze zatłoczone do granic możliwości itp. No i jako kolejarz pamiętam też jak jeździliśmy do okolicznych miast lokalnymi pociągami, po liniach obecnie w większości nieczynnych.
Ech ten specyficzny klimat wczasów pracowniczych w latach 70/80 - to już nie wróci.
Pobierowo - mieliśmy (i mamy chyba jeszcze) tam rodzinę. Mała miejscowośc nad samym morzem. Któregoś lata (1987 - chyba?) pojechaliśmy tam pociągiem, mieszkaliśmy u wuja i ciotki na podwórku w "domku letniskowym" (czyt. w baraku) no i czas spędzaliśmy głównie na plaży. Od wuja kupiliśmy malucha, którym wracaliśmy już do domu - i to była dopiero masakryczna odyseja, bo "kaszlak" psuł się co kilkadziesiąt kilometrów a pod koniec podróży to szczał olejem jak opętany i na każdej stacji trzeba było kupować kanister oleju. Dobrze pamiętam, to zatrzymywanie się co parę godzin, grzebanie ojca w silniku, nocowanie w hotelu w Piotrkowie, postoje na samotnych parkingach gdzieś w lasach itp. No i szukanie stacji benzynowych, które jeszcze wówczas stosowały politykę "nasz klient - nasz sługa uniżony" i sprzedawały wszystko "z łaski".
Dwa razy też wypuściliśmy się już naprawionym "kaszlakiem" pod namiot - pierwszy raz sami, byliśmy w Gołuchowie i Sulejowie na campingach, drugim razem (1989?)pojechaliśmy na Mazury z zaprzyjaźnioną rodziną na dwa samochody ("kaszlaki" :P ). Mieszkaliśmy nad jez. Piłakno pod namiotami na....... obozie harcerskim. Nie wiem na jakiej to było zasadzie, bo było to normalny regularny obóz, fakt, że znajomy który z nami jechał był w wojskach ONZ (niebieskie berety) więc pewnie miał jakieś wejścia. Dla nas to była atrakcja (było nas trzech chłopaków - ja, brat i syn znajomych), przyglądlaiśmy się z zaciekawieniem tym wszystkim apelom, capstrzykom i innym harcerskim klimatom.
Potem na wakacje jeździliśmy przeważnie do babci na pobliską wieś, gdzie też było dość ciekawie, ale to może innym razem.
Za granicę nie jeździliśmy, rodziców nie było stać, pierwszy zagraniczny wyjazd to do Francji w 1997 roku.

Aneka65
Posty: 2
Rejestracja: 21 cze 2008, o 16:45
Lokalizacja: Lublin

Post autor: Aneka65 » 28 lip 2008, o 08:00

Hmm ,jeżeli chodzi o to to coś opisze. Ostani raz nad morzem byłam kilka lat temu,na Helu i Władysławowo. Wspaniale tam było z jednej strony zatoka Pucka a zdrugiej pełne morze. Inne czystsze powietrze ,plaża itp. W tym roku jadę na parę dni nad morze :grin: :wink: .

Awatar użytkownika
Natuś-77
Posty: 781
Rejestracja: 21 lis 2006, o 15:50
Lokalizacja: Wroclaw

Post autor: Natuś-77 » 28 lip 2008, o 09:13

Biały delfinie mamy już temat nostalgiczne wakacje i wydaje mi się , że wakacje we wspomnieniach (dziwna zresztą hybryda językowa) to to samo.

Robi
Moderator
Posty: 2353
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 29 lip 2008, o 08:48

Natuś-77 pisze:Biały delfinie mamy już temat nostalgiczne wakacje i wydaje mi się , że wakacje we wspomnieniach (dziwna zresztą hybryda językowa) to to samo.
Tamten program Nostalgicznie w wakacje mial informowac o nostalgicznych programach i filmach programach TV w czasie wakacji , ale pozniej troche odbiegl od tematu.
A jesli chodzi o wspomnieniam wakacyjne to ja ogranicze sie do realiow i klimatow tamtych lat.
Sporo campingow bylo w oplakanym stanie.
W roku 1980 podrozowalem z rodzicami z przyczepa campingowa po wybrzezu. Nie zapomne campingu w Lazach. Sanitariaty byly nieczynne i wszyscy chodzili w okoliczne krzaki . Dzialy sie tam dantajskie sceny . Pozatym roj komarow.
W 1981 podrozowalismy po poludniowej Polsce. Czas ogolnego kryzysu. Ojciec wstawal o 4 i jechal stac w kolejce za paliwem. Pamietam jak na campingu w Zakopanym od wczesnego rana ustawiala sie kolejka za pieczywem,a turysci ze Szwecji krecili to wszystko kamera i smiali sie glosno.
Na wczasach zakladowych bylem w 78 i ten klimat tez byl juz nie spotykany dzis. Na swietlicy przewaznie zdekompletowane gry planszowe i warcaby.
A na plazach krolowaly wtedy samolociki z plastikowymi skrzydelkami na zylke i pilki plazowe ( ktore bardzo szybko sie przecieraly lub przebijaly).A pilo sie sprzedawana oranzade w torebkach. No i te ponumerowane kosze.

Awatar użytkownika
Helmutt
Posty: 323
Rejestracja: 18 paź 2007, o 06:20
Lokalizacja: LUBLIN

Post autor: Helmutt » 30 lip 2008, o 11:26

A kolonie?
Chyba każdy z nas był choć raz, ja byłem dwa razy - za drugim razem w Kotlinie Kłodzkiej (miejscowość Szczytna), pamiętam całonocną jazdę pociągiem w zamkniętym wagonie, wycieczki po górach, wizyty w hutach szkła, których w Sudetach było kiedyś od cholery i ciut ciut, pierwsze nielegalne przekroczenie granicy (wybiegnięcie za słup graniczny w Górach Stołowych :) ), ognisko gdzie każda grupa musiała przygotować "część artystyczną" a i tak wszyscy potruli się nieświeżą kiełbasą, pełen robaków internat w którym mieszkaliśmy, dyskoteki na które schodzili się miejscowi żule (o niebo milsi i kulturalniejsi niz obecnie - od razu zaprzyjaźlinli się z naszym "panem", z którym chlali piwo niemal każdej nocy a bidulek co rano był taki niewyspany i skacowany), "pana z video" który przyjeżdżał co kilka dni z telewizorem i magnetowidem (wtedy video mało kto widział na oczy, że o posiadniu nie wspomnę) i puszczał nam hity takie jak "Rambo", "Rocky", "Commando" (największą karą był wyrok naszego "pana" - "Nie będziesz oglądał video!") , czy wreszcie wszelkie kolonijne obyczaje i obrzędy. To był inny świat.
Ostatnio zmieniony 30 lip 2008, o 11:28 przez Helmutt, łącznie zmieniany 1 raz.

juka
Posty: 1326
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 1 sie 2008, o 10:01

Własnie wróciłam z wakacji, więc mogę wspominać. Oczywiście, nie te tegoroczne :smile:. Wakacje mojego dzieciństwa to coroczne wyjazdy z FWP do nieodległej miejscowości, gdzie zakład mojego taty miał domek. To były dla mnie najwspanialsze wakacje, choć warunki jak na dzisiejsze standardy dosyć siermiężne: domek złożony z czterech pokoi, w każdym jedna rodzina (a czasem i więcej - jacyś krewni, znajomi itp :smile:), toalety w takich barakach, jeden barak na kilkadziesiąt domków, woda w kraniku przed niektórymi domkami, telewizor na plaży na wysokiej drewnianej półce, przed nim w rzędach zbite z drewna ławeczki. Później nasz domek podniósł standard - wodę zamontowano w domku, był telewizor, więc każdy pobyt zaczynał się nieodmiennie od wchodzenia kogoś dorosłego na dach i kręcenia anteną, a naszym zadaniem było obserwować obraz, który zresztą zawsze był kiepski, bo domek był w lesie :smile:. Co jeszcze pamiętam? Abonamentowe posiłki - my przeważnie braliśmy na wynos, w trojakach, lody calipso na plaży, gofry - rarytas, u mnie na wsi ich nie było, leżaki z metalowych rurek, drewniane regulowane to był luksus, metalowe, potwornie zgrzytające rowery wodne w zestawie z burymi, przypominajacymi sienniki kapokami, tak ciężkimi, że prędzej pociągnęłyby na dno niż utrzymały na wodzie - zjeżdżalnię w brodziku, ale żadną tam plastikową, tylko z drewna i dykty, kosze na śmieci - pingwiny, zapach olejku do opalania - tłustego, brązowego w szklanych buteleczkach, białą, czerwoną lub czarną flagę wywieszaną rano przez ratownika - w niezbyt pogodne dni z niepokojem bieglismy rano na plażę, sprawdzić, jaka jest flaga, grę w badmintona, karty i podchody z okoliczną dzieciarnią (ośrodek był w lesie), w późniejszych latach osiemdziesiątych objazdowe kino - filmy wyświetlano o zmroku na ekranie rozwieszanym między drzewami, widzowie siedzieli na leżakach, materacach itp., zawczasu należało zająć miejsce, jeśli nie trzeba było czytać, mozna było siadać z obu stron ekranu, widziało się wtedy film odwrotnie :smile:, no i pamietam nazwy domków i uliczek: Baby Jagi, Bajki, Zacisze, Urocza.
Dziś te domki należą w większości do prywatnych właścicieli, przerobiono je na komfortowe campingi z łazienkami, garażami, kominkami itp. Nie ma już baraków - toalet, nie ma jadłodajni, drewnianą zjeżdżalnię widziałam parę lat temu niszczejącą na śmietnisku, nie ma drewnianej przebieralni na plaży, spod której było widać nogi przebierajacych się i wokół której zawsze się krecilismy, żeby zobaczyć to i owo i nigdy się nam nie udało, bo zawsze nas ktoś pogonił :grin:. Nie ma też atmosfery tych moich wakacji z dzieciństwa...

Robi
Moderator
Posty: 2353
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 1 sie 2008, o 11:21

Na kanale Kino Polska lecial niedawno film dokumentalny z lat 70 o obozie rodzinnym dla mlodych malzenstw z ZSMP w domkach nad jeziorem.Realia tego filmu btyy bardzo podobne do Twojego opisu Juko. Tylko tam byly jeszcze poranne zbiorki , apele , konkursy , a zwyciezscy byli nagradzani gromkim hip hip hura

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Post autor: mutant » 1 sie 2008, o 11:35

A propos drewnianych kibelków z muchami, to kiedyś na kolonii dałam się wciągnąć w nałóg nikotynowy. Zwykle chodziłyśmy z koleżanką palić nad jezioro, ale pewnego razu wywiązała się awantura, bo poszłyśmy sobie zapalić i posiedzieć na łonie natury, a tu obowiązkowe wyjście do sąsiedniego ośrodka wczasowego na kąpiel (w naszym nie było pryszniców, tylko korytka) zostało przesunięte na wcześniejszą porę i okazało się, że nas nie ma. Cała kolonia nas szukała, a gdy już nas znaleźli, dostałyśmy bezwzględny zakaz oddalania się poza teren i trzeba było palić w tych śmierdzących kibelkach - zrobiłyśmy to raz, ale był taki hardcore, że następnego razu znów wyrwałyśmy się nad jezioro.

Właśnie wybieram się na dwudniowe wakacje i moja koleżanka twierdzi, że standard w ośrodku, do którego jedziemy, zbytnio nie odbiega ;) No, ale myślę, że skoro kibelki są wewnątrz, istnieje prysznic, a nawet można pożyczyć kubeczki, to przeżyjemy. Jakbym się długo nie odzywała, możecie zacząć się martwić :)
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

juka
Posty: 1326
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 1 sie 2008, o 11:46

Robi, oglądałam ten film chyba trzy razy (reżyserem był zresztą M. Łoziński) i zawsze nie mogłam się nadziwić, jak ludzie bądź co bądź na wczasach dawali się wkręcać w taki wojskowo-obozowy dryl. No, ale tam był jakiś konkurs na najlepszą parę z cenną (wówczas) nagrodą, więc się godzili na prace społeczne, organizowanie czasu przez instruktora k.o., apele itp. Mimo wszystko nasze wczasy były jakby mniej zorganizowane, a spędzanie czasu zupełnie dowolne :smile:.

Robi
Moderator
Posty: 2353
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 1 sie 2008, o 11:52

Wydaje mi sie duzo bylo robione pod film , w rzeczywistosci chyba wygladaloby to troche inaczej.
A ta glowna nagroda w jednym z konkursow byl chyba magnetofon szpulowy

Awatar użytkownika
biały_delfin
Administrator
Posty: 1949
Rejestracja: 12 lis 2006, o 22:45

Post autor: biały_delfin » 22 sie 2008, o 20:07

Własnie wróciłem z urlopu. byłem nad jeziorem. no i widziałem tam stare znajome widoki - dzieci budujące na piasku małe zalewy i inne budowle, doły głębokie na tyle, ze była w nich woda, oczywiscie dmuchane koła, samoloty i delfiny do pływania. pływanie i chlapanie się
w wodzie itd. i tak jak pisałem wczeniej, łodki, żaglówki, rowery wodne. kajaki
"On l'appelle OUM le Dauphin ... "
Biały Delfin UM (piosenka)
Fragment filmu

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 22 sie 2008, o 21:35

Też wróciłam :grin: , po 6 tygodniach spędzonych w USA.
Witajcie po długim niewidzeniu :cool: , (o ile mnie ktoś tu jeszcze pamięta. :o )

Robi
Moderator
Posty: 2353
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 22 sie 2008, o 21:51

A do mojego wakacyjnego wyjazdu jeszcze kilka tygodni :smile:

Awatar użytkownika
Dudzio
Posty: 1567
Rejestracja: 20 mar 2007, o 11:01
Lokalizacja: z Nienacka

Post autor: Dudzio » 23 sie 2008, o 11:11

Elle pisze: (o ile mnie ktoś tu jeszcze pamięta. :o )
Pamięta, pamięta i to bardzo dobrze. :wink: :smile:
"ciężkie czasy!" westchnął sowiecki sołdat zdejmując zegar z wieży kościelnej

ODPOWIEDZ