wakacje we wspomnieniach

Moderatorzy: Robi, biały_delfin

Awatar użytkownika
giraldus
Posty: 116
Rejestracja: 2 mar 2009, o 23:37
Lokalizacja: Kaer Morhen

Post autor: giraldus » 2 sie 2010, o 19:54

Elle pisze:http://wiadomosci.onet.pl/2190447,135,item.html
Ogłoszenie: Wspominamy wakacje w PRL-u. Jeśli ktoś jest chętny, może tam wysłać swoje wspomnienia. :smile:
A nie lepiej tutaj?

Moje najpiękniejsze wspomnienie wakacyjne to Rożnów nad Dunajcem. Kolonia mieściła się w starym pałacu, a część dzieci spała w zbudowanym później pawilonie. Ognisko w każdą sobotę, wesołe chóralne śpiewy w blasku ognia:
"Ach, Rożnowskie, jakie cudne
Gdzie jest drugi taki kraj
Tu przeżyjesz chwile cudne
Tu przeżyjesz życia maj."

Wspamiałe okoliczne wzgórza i lasy, kamieniste koryto Dunajca, wypełniające się błyskawicznie po otwarciu zapory, wiszący most na Dunajcu (niesamowity), śliczny drewniany kościółek na wzgórzu, nawet... trzykilometrowy marsz poboczem szosy nad zaporę i jezioro.
A nad jeziorem! Cudownie czysta woda, plaża przechpdząca w las i kwintesencja całej tej rozrywki: lody. Ale jakie lody!!! Zwykłe śmietankowe, a o smaku tak wybornym, że zapamiętanym do dziś, podawane przez panią w dwóch wafelkach, gęste i tłuste, zjadane do końca bez ściekania po palcach. Po prostu bajka.

Teraz to już naprawdę bajka...
Na domiar złego ktoś niewidoczny wśród ciżby bez ustanku dął w mosiężną surmę. Z pewnością nie był to muzyk.

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 2 sie 2010, o 20:23

Giraldusie, oczywiście, że tutaj też, a nawet przede wszystkim. :grin:

Awatar użytkownika
Natuś-77
Posty: 781
Rejestracja: 21 lis 2006, o 15:50
Lokalizacja: Wroclaw

Post autor: Natuś-77 » 2 sie 2010, o 20:50

Oprócz wyjazdów w nieznane i znane oraz na wszelakiego rodzaju obozy, rajdy i kolonie, wakacje kojarzą mi się również z beztroskimi zabawami pod blokiem do późnego wieczora. Krzyki, wrzawa, piski, nawoływania po zachodzie słońca: ...MACIEK do DOMUUUUU, ANIA w te pędy DO DOMUUU, żebym nie musiała po ciebie schodzić itp. Oczywiście były tez skomlenia: MAMUś jeszcze 5 min!!!!!! A czasem matki zbierały się przed klatką i się śmiały, że jutro też jest dzień.

Wakacje to dla mnie też czas prac na działce, zbierania plonów, no i....czas zapraw.
U mnie w domu najpierw zaczynało się od wiśni (kompoty) i porzeczek, jabłek papierówek (kompoty)potem ogórki (kiszenie), pomidory (przeciery), papryka, gruszki, śliwki, brzoskwinie, buraki, grzyby itp. itd. To był czas wytężonej pracy, która spadała przede wszystkim na barki naszych mam. No ja trochę pomagałam...zrywaniem zahamowałam się ja i tato, a potem pomagałam obierać owoce, drylować wiśnie, "pestkować" brzoskwinie, przecierać pomidory przez sito albo szmatkę z gazy :grin:

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 2 sie 2010, o 21:19

Natuś-77 pisze:Oprócz wyjazdów w nieznane i znane oraz na wszelakiego rodzaju obozy, rajdy i kolonie, wakacje kojarzą mi się również z beztroskimi zabawami pod blokiem do późnego wieczora. Krzyki, wrzawa, piski, nawoływania po zachodzie słońca: ...MACIEK do DOMUUUUU, ANIA w te pędy DO DOMUUU, żebym nie musiała po ciebie schodzić itp. Oczywiście były tez skomlenia: MAMUś jeszcze 5 min!!!!!! A czasem matki zbierały się przed klatką i się śmiały, że jutro też jest dzień.

Wakacje to dla mnie też czas prac na działce, zbierania plonów, no i....czas zapraw.
U mnie w domu najpierw zaczynało się od wiśni (kompoty) i porzeczek, jabłek papierówek (kompoty)potem ogórki (kiszenie), pomidory (przeciery), papryka, gruszki, śliwki, brzoskwinie, buraki, grzyby itp. itd. To był czas wytężonej pracy, która spadała przede wszystkim na barki naszych mam. No ja trochę pomagałam...zrywaniem zahamowałam się ja i tato, a potem pomagałam obierać owoce, drylować wiśnie, "pestkować" brzoskwinie, przecierać pomidory przez sito albo szmatkę z gazy :grin:
Masz rację. Tak było, i nie tylko we Wrocławiu. Do domu szło się jak już zaszło słońce. A teraz jakby krzyków mniej... Rodzice wzywają do domu przez komórki - zero romantyzmu! :mad: :sad:

Natuś, skąd ja to znam... :shock: :lol: Tyle, że brzoskwiń u mnie na działce nie było. Brzoskwinia to dla mnie w PRL=banan lub pomarańcza!
Nie cierpiałam obierać już w domu czerwonych porzeczek do wekówObrazek. Zawsze siadaliśmy z bratem dookoła wielkiej białej miski (służy mamie w podobnych celach aż do dzisiaj). Wiśnie drylowała mama -wielką szpilką do włosów. Ja nigdy się nie nauczyłam. :lol: Oczywiście obierałam porzeczki z krzaka, wiśnie z drzewa, wybierałam ogórki i pomidory. :smile: Zasypywałam cukrem, pomagałam wrzucać do słoików. :cool:

Awatar użytkownika
biały_delfin
Administrator
Posty: 1949
Rejestracja: 12 lis 2006, o 22:45

Post autor: biały_delfin » 2 sie 2010, o 22:09

albo stało się pod domem i wyło przez pół godziny Ma-mu siuuuuuuuuuu ! zeby wniosła rowerek.
Elle pisze:A teraz jakby krzyków mniej... Rodzice wzywają do domu przez komórki - zero romantyzmu! :mad: :sad:
no tradycja jescze tak całkiem nie wyginęła - jak byłem mały to mama mojego kolegi całymi godzinami wołała go do domu: Bartusiuuuuuuuuu !
Bratuś dorósł, ożenił się, ma synka i do niedawna jeszcze ta sama pani , będą już babcią, dalej wołała synka Bartusia całymi godzinami.
"On l'appelle OUM le Dauphin ... "
Biały Delfin UM (piosenka)
Fragment filmu

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Post autor: mutant » 2 sie 2010, o 22:10

My nie mieliśmy żadnej działeczki - rodzice dorobili się swojej dopiero pod koniec lat 90., a kilka lat później wybudowali dom i tamtą działkę sprzedali - trochę żal, bo było tam jezioro i las, a na tej ich wsi to najbliższy las jest w Poznaniu ;) Więc zbieranie owoców i zaprawy to raczej teraz. Jednakowoż u babci był ogród, a tam jabłka, gruszki, truskawki, porzeczki, czereśnie, orzechy. Jabłka jadłam siedząc z książką na jabłoni. Porzeczki się zgniatało na miazgę w metalowym kubku z cukrem.
Mój dziadek zmarł w tym ogrodzie, poszedł pielić i legł...

Miejskie zabawy wakacyjne w mojej pamięci nie różnią się od niewakacyjnych, może dlatego, że mało czasu wakacyjnego spędzałam w mieście - kolonia, wczasy z rodzicami, z tydzień u babci, więc niewiele tego zostawało. Natomiast uświadomiłam sobie teraz, że prawie nie pamiętam zabaw zimowych - owszem, jeżdżenie na łyżwach za blokiem oraz z rodziną na płatnym lodowisku na Bogdance, jakieś jazdy na sankach w tych wcześniejszych klasach, ale tak to tabula rasa, jakby zimy na podwórku nie było. Może i prawda zresztą, bo przecież zaraz po obiedzie robiło się ciemno.
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

Robi
Moderator
Posty: 2354
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 3 sie 2010, o 06:54

Jesli juz mowa o porzeczkach to zapach czarnej porzeczki zawsze mi sie bedzie kojarzyl z latami 70. Babcia mieszkala wtedy obok sasiadki ktora miala duzo porzeczek i zawsze jeden krzak babcia dostawala do zewania dla siebie. Pozniej przecierala to w jakiejs maszynce. Wtedy nie lubilem tego zapachu czarnej porzeczki a teraz zawsze mi sie kojarzy z wakacjami tamtych lat.

Awatar użytkownika
Natuś-77
Posty: 781
Rejestracja: 21 lis 2006, o 15:50
Lokalizacja: Wroclaw

Post autor: Natuś-77 » 3 sie 2010, o 08:20

Jeszcze a propo porzeczek. Te w Wielkopolsce nazywano świętojankami. Tak zawsze mówila mama.

Zapomniałam wspomnieć o zielonym groszku, ten niestety zostawał przeze mnie i brata wcześniej wyjedzony więc go nie zaprawialiśmy. Były też maliny oczywiście, chyba nawet z 2-3 krzaki były na działce i zawsze miałam podrapane nogi i ręce przez nie. Teraz też mam, bo byłam na jagodach a właściwe na borówkach (tak się mówi na Podhalu) i wlazłam w krzak dzikich malin :cool:
Pod koniec lata tato pokazywał mi, jak się zbiera nasiona z kwiatów. Zbieraliśmy je do starych pończoch mamy a potem suszyliśmy wieszając na balkonie. Tak samo suszyliśmy grzyby.

Oczywiście lato to dla mnie czas ran na nogach, zadrapań, strupów, poobcieranych łokci i kolan, strupów od drapania po ukąszeniu komarów, bąbli po ukąszeniu much końskich (tzw. bąki na Podhalu) :lol:

Awatar użytkownika
Natuś-77
Posty: 781
Rejestracja: 21 lis 2006, o 15:50
Lokalizacja: Wroclaw

Post autor: Natuś-77 » 4 sie 2010, o 07:35

Wakacje to był tez czas, kiedy wychodziło się na podwórko ze swoimi zwierzakami domowymi, na balkonach stały często klatki z papużkami i kanarkami (mój stracił przez to upierzenie, bo zapomniałam o nim i trochę go przypiekło). Braliśmy na podwórko chomiki (trzeba było uważać, bo szybko zwiewały), co innego było mieć świnkę morską. Wszyscy wkoło się zbierali i patrzyli, jak wcina trawę.

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 4 sie 2010, o 09:24

Natuś-77 pisze:Wakacje to był tez czas, kiedy wychodziło się na podwórko ze swoimi zwierzakami domowymi, na balkonach stały często klatki z papużkami i kanarkami (mój stracił przez to upierzenie, bo zapomniałam o nim i trochę go przypiekło). Braliśmy na podwórko chomiki (trzeba było uważać, bo szybko zwiewały), co innego było mieć świnkę morską. Wszyscy wkoło się zbierali i patrzyli, jak wcina trawę.
Obrazek :lol:
Ale potem piórka odrosły?
Ja nie miałam zwierzaka, ale już kiedyś o tym pisałam: szukając chomika koleżanki, który uciekł u mnie w domu, wpadłam w szklane drzwi pokoju.

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 4 sie 2010, o 09:28

Natuś-77 pisze:Jeszcze a propo porzeczek. Te w Wielkopolsce nazywano świętojankami. Tak zawsze mówila mama.

Zapomniałam wspomnieć o zielonym groszku, ten niestety zostawał przeze mnie i brata wcześniej wyjedzony więc go nie zaprawialiśmy. Były też maliny oczywiście, chyba nawet z 2-3 krzaki były na działce i zawsze miałam podrapane nogi i ręce przez nie. Teraz też mam, bo byłam na jagodach a właściwe na borówkach (tak się mówi na Podhalu) i wlazłam w krzak dzikich malin :cool:
Pod koniec lata tato pokazywał mi, jak się zbiera nasiona z kwiatów. Zbieraliśmy je do starych pończoch mamy a potem suszyliśmy wieszając na balkonie. Tak samo suszyliśmy grzyby.

Oczywiście lato to dla mnie czas ran na nogach, zadrapań, strupów, poobcieranych łokci i kolan, strupów od drapania po ukąszeniu komarów, bąbli po ukąszeniu much końskich (tzw. bąki na Podhalu) :lol:
Nie słyszałam o "świętojankach".
O tak, groszek szubko znikał. Właśnie muszę wyrwać zeschły już groch na działce.
Mi sąsiad pozwalał podjadać te, który przerosły na naszą stronę. :smile:
Ałć!Obrazek
Sama mam teraz strupy po komarach. Niby człowiek stary, a głupi i drapie. :evil:

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Post autor: mutant » 4 sie 2010, o 12:31

Moja mama na czarne porzeczki mówiła "smorodynie". Dopiero w tym roku rozmawiając z pewnym Estończyko-Rosjaninem usłyszałam słowo "smorodini" - okazuje się, że to po rosyjsku porzeczki, ale nie tylko czarne ...
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

juka
Posty: 1326
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 4 sie 2010, o 16:16

Od tego pochodzi smorodinówka :smile:.

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Post autor: mutant » 4 sie 2010, o 16:23

A co to? Nalewka jakaś?
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

juka
Posty: 1326
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 4 sie 2010, o 16:24

Tak, nalewka z czarnych porzeczek.

ODPOWIEDZ