Szkolne czasy

Moderatorzy: Robi, biały_delfin

Awatar użytkownika
Cypisek
Posty: 10
Rejestracja: 5 cze 2010, o 22:34

Post autor: Cypisek » 6 cze 2010, o 23:07

wilma pisze: Jakbym otworzyła swoją szafkę z przyborami szkolnymi :grin:
Witaj na forum Cypisku! :grin:
Witaj :-)
Aż się chce malować, prawda? Swoją drogą te great wall'e to trzeba było wymazać prawie do końca aby pozostawiły jakiś ślad na papierze :-) Tłuste były niemiłosiernie
biały_delfin pisze:apropos szkolnej gawry i szkolnych czasów:
mata, matma, gecia, polak, fiza, biola, bańka, pała. jakie były jescze pzredmioty i powidzonka odnosne szkoły ?
U mnie był poldon.
I oczywiście liczebniki od 12 do 19 to dwana, trzyna, czterna, piętna, szesna, siedemna.....

Awatar użytkownika
Helmutt
Posty: 323
Rejestracja: 18 paź 2007, o 06:20
Lokalizacja: LUBLIN

Post autor: Helmutt » 7 cze 2010, o 08:34

Syriusz Falcon pisze:Zdażało sie wam dawać do podpisu uwagi , nie rodzicom , a pani ze świetlicy . Nasza pani świetliczanka była bardzo fajna i często wybawiała z opresji wiele dzieci które musiały uwagi w zeszycie dawać do podpisu rodzicom a tego bardzo nie chciały . Sam kilka razy tak sie ratowałem .
U nas się samemu podpisywało. Ale to sporadycznie. Przeważnie dzienniczek z duszą na ramieniu dawało się do podpisu "starym", zwykle bez kazania się nie obywało.
Ja raz jedyny sam sobie podpisałem, poprzedniego dnia ojca naszło aby mi zeszyty sprawdzić, no i znalazł "dwóję" za brak pracy domowej w zeszycie od polskiego, dostałem burę itd. A następnego dnia polonistka się za coś na mnie wkurzyła i ŁUP! mi drugą "dwóję" do zeszytu z tym wszakże zastrzeżeniem, że rodzice mają to podpisać i że jutro sprawdzi. Ja się cholernie bałem po tej burze z dnia poprzedniego i podpisałem się za matkę (miała prosty podpis). Ale na szczęście facetka tego nie sprawdziła, a zeszyt i tak za tydzień mi się skończył i ojciec nie zdążył sprawdzić (co 3-4 tygodnie go nachodziło na "kontrolę").
biały_delfin pisze:apropos szkolnej gawry i szkolnych czasów:
mata, matma, gecia, polak, fiza, biola, bańka, pała. jakie były jescze pzredmioty i powidzonka odnosne szkoły ?
Matma, histra, wufcio, wufek, rusek, rusak, gegra, rela...

z ciekawszych przezwisk nauczycieli:

Emalia (polski) - facetka miała na imię Amalia

jopek (historia) - nie wiem dlaczego, jakoś tak się "samo" wymysliło

pan Jołopek (czasami bywał u nas na zastępstwie, faktycznie był trochę "nie-tego")

ojciec (w-f) - starszy gośc, a cholernie wyluzowany, normalnie nie mówilismy do niego "proszę pana" tylko "ojciec" - co było chyba ewenementem na skalę PRL.

pani pypeć (też znana z zastępstw) - od wielkiego pryszcza na twarzy

drożdż-baba (historia) - od nazwiska

Domel (niemiecki) - przypominał gabarytami tego psa z bajki rysunkowej.

Hitlerzyca (niemiecki) - :D

penicylina (wychowawczyni) - zniekształcone "pani-Celina"

ciotka ryżowa (polski) - miała włosy o wyglądzie szczotki ryżowej do tego mentalność ciotki :)

szmata, wójto, wójt (matematyka) - to pierwsze nie wiem od czego, drugie i trzecie od nazwiska

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Post autor: mutant » 7 cze 2010, o 10:09

Matma, hipa, polak (lub polwa), rusek, angol, propa (propedeutyka nauki o społeczeństwie), obywatel (wiedza obywatelska[to samo co propa, tylko w podstawówce]), muza, plasta, biola, gegra, fiza.

Na lekcje mówiliśmy lejby.
Na szkołę buda, lapa.
Na dwóję kabel, laczek, gnój, luj.
Wagary - blałka.
W liceum nasza wychowawczyni miała przezwisko Babcia, resztę nazywaliśmy raczej po nazwisku lub imieniu. Jednak pani miała ksywę Koza ze względu na znamię na brodzie, z którego wyrastały włoski (okrutna młodzież!).

A propos - czy mi się zdaje, czy dziś już młodzież nie mówi na szkołę buda? Bo dawno nie słyszałam tego słowa (chyba że we "Włatcach móch").
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

Awatar użytkownika
Natuś-77
Posty: 781
Rejestracja: 21 lis 2006, o 15:50
Lokalizacja: Wroclaw

Post autor: Natuś-77 » 4 sie 2010, o 07:26

Bazgraliście po ławkach i krzesełkach szkolnych?

W książce pt. "Gra w kapsle czyli autolustracja dziecka PRL-u" można przeczytać: "Ławki natomiast jak wiadomo stanowiły tak zwane mienie społeczne, o które trzeba było dbać, a notorycznie bywało porysowane. Co jakiś czas organizowano zatem akcje czyszczenia ławek. " (str.199)

U mnie była to lekcja wychowawcza, należało z domu przynieść gąbkę albo szczotkę, ktoś miał proszek IXI albo pastę BHP i każdy szorował swój stolik.
Wyobrażacie sobie coś takiego w dzisiejszych czasach :?:

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 4 sie 2010, o 09:17

Natuś-77 pisze:Bazgraliście po ławkach i krzesełkach szkolnych?

W książce pt. "Gra w kapsle czyli autolustracja dziecka PRL-u" można przeczytać: "Ławki natomiast jak wiadomo stanowiły tak zwane mienie społeczne, o które trzeba było dbać, a notorycznie bywało porysowane. Co jakiś czas organizowano zatem akcje czyszczenia ławek. " (str.199)

U mnie była to lekcja wychowawcza, należało z domu przynieść gąbkę albo szczotkę, ktoś miał proszek IXI albo pastę BHP i każdy szorował swój stolik.
Wyobrażacie sobie coś takiego w dzisiejszych czasach :?:
W dzisiejszych czasach to ja szoruję stoliki, bo nie zawsze uda mi się w porę złapać, ale przeważnie udaje mi się nakłonić delikwenta prośbą lub groźbą do odszorowania ławki, czy ściany (ostatnio z czarnego markera - gul mi taki na tętnicy wyskoczył, że hej :twisted: , ale gościa złapałam, bo dureń :roll: podpisał się własnym imieniem. Inny podpisał się (też imieniem na swoje nieszczęście) krwią :shock: .
Wałczę z tym wiatrakami, ale bez walki moja sala przypominałaby chyba slumsy. :twisted: :twisted: :twisted:

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Post autor: mutant » 4 sie 2010, o 12:36

A propos, Elle, jedna moja znajoma z wycieczek uczy w Białymstoku w jakimś liceum. Pamiętam, jak wspominała, że to licaum było lub miało być katolickie, ale zrobili je ogólnoludzkim ;) bo ktoś tam miał jakiś pomysł, że jak będzie katolickie, to będą w nim mogli uczyć tylko katolicy, a na to dyrekcja się nie zgadzała, bo niektórzy nauczyciele byli prawosławni. Czy jakoś tak.
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

Awatar użytkownika
Elle
Posty: 2178
Rejestracja: 7 cze 2007, o 18:15
Lokalizacja: Białystok

Post autor: Elle » 4 sie 2010, o 15:42

mutant pisze:A propos, Elle, jedna moja znajoma z wycieczek uczy w Białymstoku w jakimś liceum. Pamiętam, jak wspominała, że to liceum było lub miało być katolickie, ale zrobili je ogólnoludzkim ;) bo ktoś tam miał jakiś pomysł, że jak będzie katolickie, to będą w nim mogli uczyć tylko katolicy, a na to dyrekcja się nie zgadzała, bo niektórzy nauczyciele byli prawosławni. Czy jakoś tak.
Możliwe. :smile:

juka
Posty: 1324
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 4 sie 2010, o 16:23

Co do szorowania ławek - w liceum szorowaliśmy je na początku roku, no i na rok starczało, może nawet na dwa, zresztą mało kto pisał po ławkach. Jednego roku we wszystkich klasach były malowane zieloną farbą olejną. Ławek z podstawówki niw pamietam, ale zapewne były okropnie popisane :oops: .A dzisiaj jest tak, jak pisze Elle - szorują za karę złapani delikwenci :smile:.

Awatar użytkownika
Syriusz Falcon
Posty: 610
Rejestracja: 16 lut 2010, o 19:42
Kontakt:

Re: Szkolne czasy

Post autor: Syriusz Falcon » 29 maja 2011, o 00:57

W pierwszej i drugiej klasie , robiono nam wycieczki na łąkę , właściwie to pół szkoły wtedy szło . Pamiętam zapach siana złożonego w kupice . I nasze wariactwa . Bieganie tarzanie się . I co dziwne nikt nie był uczulony na pyłki i kurz .
Nigdy nie można być pewnym , co w naszej pamięci jest ważne.

Robi
Moderator
Posty: 2351
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Re: Szkolne czasy

Post autor: Robi » 6 maja 2012, o 20:01

Przypomnialo mi sie ze w klasach I-III na WF-ie cwiczylo sie i rzucalo takimi niewielkimi woreczkami wypelnionymi piaskiem czy moze raczej grochem. Pamietacie cos takiego?

juka
Posty: 1324
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Re: Szkolne czasy

Post autor: juka » 6 maja 2012, o 21:14

Ja te woreczki pamiętam bardziej z przedszkola. Zresztą, o ile wiem, funkcjonują do dziś. :)

Robi
Moderator
Posty: 2351
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Re: Szkolne czasy

Post autor: Robi » 7 maja 2012, o 07:33

Hm, to moze mnie sie cos pomylilo i to bylo z przedszkola....

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Re: Szkolne czasy

Post autor: mutant » 7 maja 2012, o 09:17

Ja z przedszkola nie pamiętam prawie nic, a woreczki zdecydowanie pamietam z wczesnych lat szkolnych. Później już były cięższe gabaryty, np. rzut piłką lekarską. To zaś szło mi dość kiepsko.
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

Robi
Moderator
Posty: 2351
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Re: Szkolne czasy

Post autor: Robi » 7 maja 2012, o 09:38

A swoja droga ciekawe czy sa w szkolach jeszcze takie pilki lekarskie? Poza tym nazwa tez dziwna, bo dostac taka pilka to predzej grozilo kontuzja niz wyleczeniem...

juka
Posty: 1324
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Re: Szkolne czasy

Post autor: juka » 7 maja 2012, o 14:07

Są, są. :) Przynajmniej u mnie w szkole. :) Nie widziałam natomiast piłeczek palantowych, ale przyznaję, nie śledzę na bieżąco lekcji wf, więc byc może takowe też są i dzisiaj wykorzystywane. Z innych moich obserwacji wynika, że do oznakowania drużyn stosuje się takie odblaskowe kamizelki, a za moich czasów to były kolorowe szarfy, które po latach użytkowania i wycierania kątów w rozmaitych szatniach, kantorkach, magazynkach stawały się wszystkie jednakowo bure, więc trudno było zauważyć, kto jest w jakiej drużynie. :wink: No i zamiast takich drewnianych tyczek na podpórkach używanych np. w wyścigach rzędów (często koślawych i łatwo wywracających się) używa się dzisiaj dużo stabilniejszych słupków, podobnych jak przy nauce jazdy czy robotach drogowych. Nie wiem też, czy dzisiaj ćwiczy się biegi sztafetowe (ja je bardzo lubiłam), bo chyba dominują indywidualne - przynajmniej takie są u nas na rozmaitych zawodach: przełajowe i na bieżni, ale raczej indywidualne.
PS Przypomniało mi się przy okazji tej piłeczki palantowej, że chyba w czwartej klasie dostałam na wf jakąś brązową odznakę za zdobycie wymaganych punktów w jakichś konkurencjach, chyba biegu, skoku w dal i właśnie rzutu piłeczką, to starczyło na brązową odznakę (nie wiem, może LZS?). Potem były jeszcze odznaki srebrne i złote, chyba w starszych klasach czy w innych konkurencjach, ale ja już w tych zawodach nie brałam udziału albo się nie załapałam na odznaki, nie pamiętam. W każdym razie ta odznaka, którą gdzieś tam jeszcze mam ze stosowną legitymacją, jest moim największym (i jedynym) osiągnięciem sportowym. :D

ODPOWIEDZ