Szkolne czasy

Moderatorzy: Robi, biały_delfin

juka
Posty: 1326
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Re: Szkolne czasy

Post autor: juka » 6 gru 2014, o 14:33

Doctor_Who pisze: Przez całe wakacje też?
Oczywiście. W specjalnej gablocie na honorowym miejscu w hallu lub gdzieś przy wejściu, najczęściej w otoczeniu rozmaitych pucharów, nagród, dyplomów i tym podobnych zdobyczy. :) Sztandary podlegają takim samym zasadom, jak symbole narodowe, więc powinny być traktowane z odpowiednim szacunkiem.

Awatar użytkownika
Doctor_Who
Posty: 860
Rejestracja: 29 lis 2011, o 18:01
Lokalizacja: Gdzieś w czasoprzestrzeni ;)

Re: Szkolne czasy

Post autor: Doctor_Who » 6 gru 2014, o 19:32

Z symbolami narodowymi też bywa różnie, u mnie w starej budzie po przemianach ustrojowych po prostu domalowano orłowi krzywą koronę koszmarną żółtą plakatówką. Że ledwo się mieściła na tarczy godła dodawać chyba nie muszę. Straszyło to-to aż do końca ósmej klasy :P. Mam nadzieję, że już tego tam nie ma.
Swoją drogą, prywatnie podzielam opinię Kurta Vonneguta, że to niedobrze kiedy przedmioty i symbole darzy się większym szacunkiem od ludzi ;).
"Niebezpiecznie jest opierać wielkość swą na ujemnej wartości swych nieprzyjaciół." - Stanisław Ignacy Witkiewicz.

qba83
Posty: 568
Rejestracja: 17 gru 2008, o 05:28

Re: Szkolne czasy

Post autor: qba83 » 7 gru 2014, o 15:44

juka pisze:
qba83 pisze:To nie w mojej szkole było, ale w innej podstawówce krótko przed rozpoczęciem roku ktoś włamał sie do piwnicy i poobcinał wszystkie frędzelki od szkolnego sztandaru, przez co ceremonia nie odbyła się wcale, lub odbyła z opóźnieniem.
Sztandar trzymali w piwnicy? :shock: We wszystkich znanych mi szkołach sztandar zawsze wisiał na honorowym miejscu.
Tak był przechowywany w piwnicy i wyciągany tylko na specjalne okazje.

Awatar użytkownika
Doctor_Who
Posty: 860
Rejestracja: 29 lis 2011, o 18:01
Lokalizacja: Gdzieś w czasoprzestrzeni ;)

Re: Szkolne czasy

Post autor: Doctor_Who » 7 gru 2014, o 19:06

U mnie w podstawówce i liceum nie pamiętam czy i gdzie wisiał sztandar. czy też wyciągany tylko na święta, rozpoczęcie i zakończenie roku itp. chociaż znajomy był w poczcie.

W podstawówce mieliśmy takiego wyjątkowo nielubianego nauczyciela muzy, lubił rzucać np. kluczami. Miał zwyczaj ocierania się o biurko, więc chłopaki smarowali mu krawędź biurka kredą i chodził z białym paskiem na spodniach. W klasie mojej starszej siostry ponoć zrobili mu numer, obrócili mu ''malucha'' do góry kołami.
Potem zginął jego syn, sprawa do dzisiaj niewyjaśniona. Dwoje studentów zastrzelonych w Górach Stołowych, on i jego dziewczyna, czasem pokazują tę sprawę w programach typu 997.

Jakoś przestał uczyć zaraz wkrótce po tym.
Nie będę pisać nazwisk.
"Niebezpiecznie jest opierać wielkość swą na ujemnej wartości swych nieprzyjaciół." - Stanisław Ignacy Witkiewicz.

qba83
Posty: 568
Rejestracja: 17 gru 2008, o 05:28

Re: Szkolne czasy

Post autor: qba83 » 9 gru 2014, o 19:48

U mnie robili dowcipy anglikowi, z którym miałem konwersacje z angielskiego. Przeważnie ktoiś chował mu dziennik lub długopis. W podstawówce jeździłem co tydzień na basen, co w latach 90 nie było częstym zjawiskiem w szkołach. Szatnie męska i damska były długimi korytarzami i przedzielała je ściana, ale nie była do sufitu tylko jeszcze nad nią było chyba z 1,5 m odstępu. W klasie była krótki czas taka moda, że uczniowie przynosili prezerwatywy - kupowane w pobliskim kiosku ku zdziwieniu sprzedawcy, po co ich tyle i dmuchali je lub napełniane wodą rzucali przez okno, sprawdzając ile zmieści sie w niej wody, albo nalewano odrobinę wody, aby powstałą 'kiełbaska' i rzucali się tym podczas lekcji. Któregoś razu właśnie kiedy przebieraliśmy sie po basenie kilku chłopaków napełniło gumki wodą i rzucało przez tą ścianę do damskiej szatni, wywołując pisk dziewcząt. Pech chciał, że jedna spadła prosto na głowę nauczycielce od WFu. Proceder z prezerwatywami został szybko ukrócony przez pedagogów, a temat poruszono na zebraniu, jeden chłopak z klasy bowiem posunął się do podłożenia prezerwatywy do biurka nauczycielki. Do dziś wspominam jak wspomniany na początku Anglik od konwersacji mówił "Give me the condoms". Za anglika w następnym roku szkolnym przyszła nie umiejąca słowa po polsku Amerykanka. Co niektórzy podczas lekcji wyzywali ją od k... i mieli ubaw z tego, że nic nie rozumiała. Przestała uczyć po tym jak któregoś razu spoliczkowała jednego z uczniów na lekcji ( i to na dodatek takiego, który nic złego nie robił, zupełnie inne osoby przeszkadzały w prowadzeniu zajęć). Z głupich dowcipów pamiętam tez przyklejanie pinezek do krzeseł (4 lub 5 klasa).
Ostatnio zmieniony 11 sty 2015, o 19:17 przez qba83, łącznie zmieniany 2 razy.

Awatar użytkownika
Doctor_Who
Posty: 860
Rejestracja: 29 lis 2011, o 18:01
Lokalizacja: Gdzieś w czasoprzestrzeni ;)

Re: Szkolne czasy

Post autor: Doctor_Who » 9 gru 2014, o 20:07

W liceum planowaliśmy dać wuefiście środek na przeczyszczenie, ale nie wypaliło. Najpierw mieliśmy zamiar wsypać mu rzeczony specyfik do kawy, ale zawsze się pilnował,nigdy nie zostawiał jej bez opieki i nigdy nie opuszczał kantorka bez zamknięcia. Potem myśleliśmy, żeby poczęstować go odpowiednio ''nadzianym'' pączkiem, ale kolega, który miał to załatwić zostawił pączka na kaloryferze i się zepsuł (pączek, nie kolega :mrgreen:). Może to nawet i lepiej, bo strach pomyśleć co by było gdyby się udało...

Za to na zakończenie szkoły podarowaliśmy mu perukę (był łysy :mrgreen:).
"Niebezpiecznie jest opierać wielkość swą na ujemnej wartości swych nieprzyjaciół." - Stanisław Ignacy Witkiewicz.

qba83
Posty: 568
Rejestracja: 17 gru 2008, o 05:28

Re: Szkolne czasy

Post autor: qba83 » 9 gru 2014, o 20:33

Ja też miałem kilku nauczycieli/ki, których wyjątkowo źle wspominam. Geografica, z którą zacząłem mieć ten przedmiot w 4 klasie - czasami z błahego powodu zaczynała się wydzierać na uczniów. Na szczęście szybko ją zwolnili. Także w 4 klasie nauczycielka biologii. Uczyła jednocześnie w liceum i zawsze kazała strasznie dużo pisać, tak, że nikt nie zdążył zanotować i trzeba było zostawać po lekcjach. Mój pech był taki, że i w ogólniaku na nią trafiłem. Pan od fizyki - człowiek o ogromnej wiedzy, ale zupełnie nie potrafiący jej przekazywać. Wcześniej nasłuchałem się od matki, jaki fizyka to wspaniały i łatwy przedmiot a tu zonk. Na jego zajęciach nie było niemal żadnych doświadczeń, tylko same nudne zadania i teorie. Sposób prowadzenia zajęć całkiem mi nie odpowiadał. Był jakby wiecznie ospały i nie można było skumać o czym mówi. Na jego lekcjach po prostu się nudziłem, choć niektórym kolegom z klasy nie wiem czemu odpowiadał sposób prowadzenia przez niego zajęć. Na dodalek chodził cały czas w paskudnym swetrze, a z rzednących włosów sypał mu się na niego łupież. Podobnie odpychający był informatyk, którego nawet nazywano "Śmierdzielem". Był też anglista - niedoszły ksiądz, też niezbyt lubiany przez uczniów. Któregoś razu kazał napisac wypracowanie na jedną stronę, to kilku chłopaków napisało ogromnymi literami tak, że zajęło caŁą stronę, ale w pięciu linijkach. Była krótki czas w zastępstwie nawiedzona katechetka, któa straszyła końcem świata i spadającymi bombami, ale że wtedy będzie już za późno na nawrócenie. Potem nie miała już z nami zajęć.

Awatar użytkownika
Doctor_Who
Posty: 860
Rejestracja: 29 lis 2011, o 18:01
Lokalizacja: Gdzieś w czasoprzestrzeni ;)

Re: Szkolne czasy

Post autor: Doctor_Who » 16 sty 2015, o 19:31

Podobnie odpychający był informatyk, którego nawet nazywano "Śmierdzielem".
U nas też nauczyciele mieli ciekawe ksywki. Np. facet od Niemca to był Gucio, a wzięło się to stąd, że kiedyś na lekcji ktoś z klasy zapytał się go ''co?'' (zamiast np. ''proszę''), a gościu ryknął na całą klasę GUCIO!!!

Księżom też się dostało:
- ksiądz Cisza, od ulubionego powiedzonka ("Cisza, chłopcy!"). ?
- ksiądz Fasola, bo był nieco przymulony i nie z tej bajki, jak Jaś Fasola :D.

W liceum facet od wuefu (2-4 klasa) był Paździochem, bo łysy i wredny :D.

Ksywek typowo ''odnazwiskowych'' nie liczę, poza jedną, z którą wiązała się jedna z najgłupszych wpadek jednego znajomego. Otóż inny wuefista, noszący nazwisko zaczynające się na "Ru..." został przezwany przez uczniów jako, uczciwszy uszy, Ruchas.
No i zdarzyło się, że klasa znajomego czekała długo na gościa pod salą gimnastyczną (mieliśmy salę na zewnątrz w osobnym budynku), a ten się nie zjawiał. W końcu postanowili wysłać jednego umyślnego do pokoju nauczycielskiego. Pech chciał, że trafiło na tego znajomego. Ziomek poszedł, grzecznie zapukał i zapytał się uprzejmie "Czy jest pan Ruchas?" :? :? :? :lol:
"Niebezpiecznie jest opierać wielkość swą na ujemnej wartości swych nieprzyjaciół." - Stanisław Ignacy Witkiewicz.

qba83
Posty: 568
Rejestracja: 17 gru 2008, o 05:28

Re: Szkolne czasy

Post autor: qba83 » 16 sty 2015, o 22:30

U mnie nauczycielka od geografii miała ksywkę od swojego nazwiska, dość wulgarnie przekręconego, nawiązującego do męskich genitaliów. Informatyk o ksywie "Śmierdziel" był niski, gruby, zaczesany na pożyczkę i wiecznie nosił przepocone koszule, dlatego Śmierdziel. Kiedyś jedna klasa poskarżyła się swojemu wychowawcy, że od pana od infy cuchnie, to jeszcze zaczął ich strofować, że tak nie wolno mówić o nauczycielu.

Awatar użytkownika
Doctor_Who
Posty: 860
Rejestracja: 29 lis 2011, o 18:01
Lokalizacja: Gdzieś w czasoprzestrzeni ;)

Re: Szkolne czasy

Post autor: Doctor_Who » 17 sty 2015, o 17:08

Geografica miała u nas ksywę ''Kopernik'', bo w jej sali wisiał spory portret tegoż astronoma, a ona sama miała dość podobną fryzurę.

Wracając do pana ''Ruchasa'' to on był w ogóle ciekawym człowiekiem. Taki powolny, wyluzowany. Krótka przerwa, chłopaki poszli zapalić za przystanek (sam nigdy nie paliłem... tytoniu, chociaż próbować próbowałem). Przychodzi , wyciąga zeszyt i patrząc po twarzach zaczyna każdego spisywać. Przerwa się skończyła a on dalej stał i pisał. Potem okazało się, ze udało mu się zapisać jedna osobę. Tempo facet miał, to trzeba przyznać. I druga historia, ziomki palą w zimie. Nagle ktoś rzuca hasło "Grucha idzie!" (a to była ksywa wyjątkowo ostrej nauczycielki). Jeden z wrażenia włożył papierosa odwrotnie do ust. Upadł za ziemie i całymi garściami zaczął zjadać zalegający na placu śnieg.

Innym razem mieliśmy zastępstwo na polskim z wyjątkowo wredną i ostrą babą i za wszelką cenę staraliśmy się uniknąć pytania z ''Quo vadis''. W wyznaczony dzień wsadziliśmy szpilkę do zamka (oczywiście wiedzieliśmy, że pytanie i tak nas nie ominie, ale mieliśmy nadzieję przeciągnąć sytuację aż wróci nasza stała nauczycielka z chorobowego). Baba przychodzi, wsadza klucz... coś nie idzie. My już odetchnęliśmy z ulgą, a ona... zabiera nas do (pustego) pokoju nauczycielskiego, rozsadza na wygodnych fotelach i tam zaczyna pytać :D.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Minęło wiele lat... wiele rzeczy które teraz nas śmieszy, wtedy przerażało! Ale w głowie co nieco pozostało (myślę o wiedzy...)
Ostatnio zmieniony 17 sty 2015, o 17:39 przez Doctor_Who, łącznie zmieniany 1 raz.
"Niebezpiecznie jest opierać wielkość swą na ujemnej wartości swych nieprzyjaciół." - Stanisław Ignacy Witkiewicz.

Awatar użytkownika
Marecki384
Posty: 245
Rejestracja: 30 gru 2010, o 08:12

Re: Szkolne czasy

Post autor: Marecki384 » 17 sty 2015, o 17:25

Ja w podstawówce miałem 2 ciekawych nauczycieli
Nr1 Ksywy miał różne Dżozef ,Gepetto Trampek
Facet totalnie odjechany kilkunastu czytało mu to samo wypracowanie nic nie zauważył
Facet legenda nic sie nie zmienił ciagle mylił imiona
Drugi nauczyciel to miał ksywę Długi od nazwiska
Facetowi czasami odwalało ale ciekawie lekcje prowadził ( Historia WOS ZPT Plastyka )
Gada gada i do koleżki nagle plusy czy minusy
Chodziło o okulary :)
Miał kilka powiedzonek grać w złote kule ( wsadzał palec do nosa i pstryk )
Jak ktoś gadał o porno ( niektórzy oglądali wesołe filmiki ,lub tak poprostu gadali ) to mawiał jak ci porno to się rozbierz
Koleżce jak wpisał uwagę to na pół strony w zeszycie
Jak w swojej klasie trzasnął w pysia kolesia to tamten spadł pod ławkę ( teraz by wyleciał z hukiem i trzaskiem )
W zawodówce miałem nauczyciela matematyki który jednemu kolesiowi kazał liczyć kwadraty w wykładzinie
Mój wychowawca w 2 klasie kiedys powiedział : Kiedyś ludzie jezdzili pociągami wkd jak się komuś spieszyło to na piechotę

Awatar użytkownika
Syriusz Falcon
Posty: 611
Rejestracja: 16 lut 2010, o 19:42
Kontakt:

Re: Szkolne czasy

Post autor: Syriusz Falcon » 17 sty 2015, o 21:11

:)
Nigdy nie można być pewnym , co w naszej pamięci jest ważne.

Awatar użytkownika
Syriusz Falcon
Posty: 611
Rejestracja: 16 lut 2010, o 19:42
Kontakt:

Re: Szkolne czasy

Post autor: Syriusz Falcon » 17 sty 2015, o 21:13

kerakerolf pisze: Pamiętacie może w szkole średniej lekcje Przysposobienia obronnego. Ja je miałem w klasie I i II od 1985 do 1987 roku. Był to zdaje się najbardziej propagandowy przedmiot w całym procesie nauczania.

Mnie uczył autentyczny pułkownik, nazywany przez nas pogardliwie "gienerał". Początek lekcji to była zbiórka w dwuszeregu i przy dobrej pogodzie musztra. Była to chyba ósma klasa. Było przy tym dużo śmiechu i wojskowych opowieści bo gienerał zawsze miał jakąś historyjkę do opowiedzenia.
Nigdy nie można być pewnym , co w naszej pamięci jest ważne.

Awatar użytkownika
Doctor_Who
Posty: 860
Rejestracja: 29 lis 2011, o 18:01
Lokalizacja: Gdzieś w czasoprzestrzeni ;)

Re: Szkolne czasy

Post autor: Doctor_Who » 17 sty 2015, o 22:39

Jak ja miałem przysposobienie obronne to już ten przedmiot był traktowany jak dopust boży, relikt poprzedniego ustroju i równo olewany zarówno przez uczniów jak i pedagogów, ale był dobrą okazją do podwyższenia sobie średniej. Lekcje były luźne, bardziej skoncentrowane na pierwszej pomocy i ratowaniu niż na wojskowości (raz może ze wszystkiego mieliśmy styczność z maskami p.gazowymi), bez musztry, i to nie dlatego, że klasa humanistyczna była w przeważającej części ''babska''. Prowadził je fizyk (nie nasz), który jak miał dobry humor to nawet pozwalał nam odrabiać zadania z innych przedmiotów (o ile byliśmy cicho), sam zresztą sprawdzał cudze kartkówki z fizyki. Albo znikał na pół lekcji w kantorku, który łączył się z pracownią innego fizyka (naszego). Wracał stamtąd wesoły, tam musiało być fajnie (pewno urywali się razem na ''jednego'') :D. Na jednym ze szkolnych przedstawień kabaretowych grałem jego rolę.

Ten drugi fizyk, ksywka Mr. G (wymawiane z angielska, "mister dżi") był postacią dość ekscentryczną. Przez prawie całą szkołę chodził przeważnie w jednym z dwóch swetrów. W zdania co drugie słowo wtrącał ''aha'' i ''rozumiemy się'' albo mówiąc zadawał pytania i sam na nie odpowiadał. Nie przepadał za humanistami. O tym czy zrobi niezapowiedzianą kartkówkę czy nie, decydował rzucając monetą. Zajęcia też prowadził dość ''ciekawie'' - np. przy lekcji o przyciąganiu ziemskim rysował na tablicy międzynarodowy konkurs na rzut kamieniem ze Śnieżnika (taka góra w Sudetach). Ostentacyjnie przysypiał na apelach szkolnych i innych akademiach. I co ciekawe najwięksi kozacy, szkolni chuligani, co byli o dwie głowy wyżsi od niego czuli przed nim respekt. To właśnie o tych fizykach głównie z kolegą rysowaliśmy komiksy.

Przypomniało mi się jeszcze jak w domu kultury grałem pijaka w spektaklu antyalkoholowym i w jednej ze scen pociągałem zdrowo z butli (po Smirnoffie - dziwne, że żaden z nauczycieli w ogóle nie zapytał się SKĄD my mamy taki rekwizyt). Oczywiście w butelce była woda. Za kulisami dwóch kumpli zrobiło mi numer i dolało prawdziwej gorzałki. Na scenie doję z gwinta i - niespodzianka, oczy w słup. Ale wg grona pedagogicznego ''zagrałem'' ponoć bardzo przekonująco :D.
"Niebezpiecznie jest opierać wielkość swą na ujemnej wartości swych nieprzyjaciół." - Stanisław Ignacy Witkiewicz.

qba83
Posty: 568
Rejestracja: 17 gru 2008, o 05:28

Re: Szkolne czasy

Post autor: qba83 » 18 sty 2015, o 04:07

Co do palenia fajek to na jednym biwaku w ósmej klasie chłopaki poszli sobie zapalić nad jezioro. Akurat pech chciał, że wychowawczyni także poszła w tamtą stronę i jak ją dostrzegli, to wywalili pety do jeziora, jeden tylko wrzucił fajkę do stalowej rury - elementu konstrukcji pomostu na którym stali. W rurze były suche liście, bo było to jesienią i zaczęły się palić, a z rury dym leciał jak z komina. Kiedy nauczycielka się zjawiła, zasłonił wylot rury ręką, ale musiała się domyślić, bo natychmiast kazała mu odsłonić. On powiedział, że się bawią w parowóz. Z kolei w I klasie liceum wystawialiśmy przedstawienie i tam też był wątek picia alkoholu, tyle że piwa, to jeden chłopak, straszny kujon jako jedyny miał butelkę od oranżady.

ODPOWIEDZ