poczta

Moderatorzy: Robi, biały_delfin

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

poczta

Post autor: mutant » 10 sty 2010, o 16:56

Wczoraj przypomniałam sobie, że kiedyś były dwa rodzaje skrzynek pocztowych - listy zamiejscowe wrzucano do czerwonych, a miejscowe do zielonych (choć podobno wszystkie potem zbierano do jednego wora). Mój mąż twierdzi, że nic takiego nie pamięta, ale może to dlatego, że pochodzi z małego miasteczka i pewnie rzadko wysyłano tam listy miejscowe. Pamiętacie może, w którym roku zlikwidowano te skrzynki? W przypisie do hasła wWikipedii podają, że działały do początku lat 90.

Pamiętam też z bliższych nam czasów (co pewnie zdarza się do dziś), że kiedy mój brat wyjechał na stypendium do Niemiec (ok. roku 1999), to mama wysyłała mu w liście dużą ilość polskich znaczków (chodziło chyba o to, że jego znajomi często jeździli do Polski, więc zamiast wysyłać listy z Niemiec i więcej płacić, to im dawał i oni wysyłali np. w Szczecinie), ale list dotarł bez znaczków w środku. Mama od początku podejrzewała kasjerkę, przy której pakowała te znaczki, a parę lat później dowiedzieliśmy się, że aresztowano dwie kasjerki z tego oddziału poczty za okradanie listów, fałszowanie popisów pod poleconymi itp.

Podobną sytuację mieliśmy też w l. 90, kiedy krewna z Niemiec wysłała do mojej mamy paczkę z włóczkami na swetry. Paczka nie dotarła i mimo iż była wysłana poleconym, to ani nie została odnaleziona, ani nadawczyni nie otzymała żadnej rekompensaty, bo paczka nie była oznaczona jako wartościowa. W zasadzie to można zadać pytanie, po co w ogóle wysyłać polecone i przepłacać. Chociaż mnie raz się poświadczenie wysyłki przydało, bo wysłałam paczkę z książkami do cioci do Kanady i gdzieś ją wcięło, po paru tygodniach złożyłam reklamację i nagle paczka się magicznie odnalazła i po paru dniach była już u ciotki.

W ogóle kiedyś często włamywano się do skrzynek i wykradano zagraniczne listy, licząc na to, że będą tam dolary. Ja dolarów raczej nie dostawałam, ale dużo korespondowałam z rówieśnikami z różnych krajów (poznanymi przez organizację International Pen Friends, a także przez ogłoszenia w jakichś czasopismach) i też zdarzało się , że listy nie dotarły. Włam do skrzynki wprawdzie pamiętam tylko raz, ale po drodze to sporo zaginęło. Często korespondencja w ten sposób się kończyła, bo każda ze stron myślała, że druga jej nie odpisała.

Teraz też są kradzieże i nieuczciwi listonosze, ale i tak wydaje mi się, że jest lepiej. Niestety, dostanie prawdziwego listu to już rzadkość - na ogół w skrzynce można znaleźć tylko rachunki albo reklamy.
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

Robi
Moderator
Posty: 2367
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 10 sty 2010, o 17:47

Moja babcia i dziadek pracowali na poczcie ale wiejskiej wiec tam byla tylko jedna czerwona skrzynka , ale z tego co wiem to w duzych miastach byly te zielone , tak jak piszesz do listow miejscowych .
Pamietam jak przychodzily paczki zagraniczne . Babcia zanosila je do adresatow i czesto dostawala jakies cukierki , czekolady albo mydla

Awatar użytkownika
Natuś-77
Posty: 781
Rejestracja: 21 lis 2006, o 15:50
Lokalizacja: Wroclaw

Post autor: Natuś-77 » 11 sty 2010, o 11:31

Moja ciocia też pracowała na wiejskiej Poczcie. Często mnie zabierała w soboty albo w jakiś dzień wolny od nauki szkolnej. Pamiętam cudną atmosferę tam panującą, szacunek do zawodu pocztowca i listonosza. Wszyscy wchodzący z uśmiechem witali nas na drodze, każdy chwilkę postał porozmawiał.
Ja siedziałam sobie w okienku obok wypełniając mnóstwo formularzy, druków. Zawsze w domu można było potem bawić się w Pocztę, miałam zużyte znaczki, druki telegramów, nawet te okolicznościowe (kolorowe, np. z kwiatami). Często miałam piękną papeterię kupowaną specjalnie dla mnie przez ciocię.

Awatar użytkownika
biały_delfin
Administrator
Posty: 1949
Rejestracja: 12 lis 2006, o 22:45

Post autor: biały_delfin » 11 sty 2010, o 15:06

tak, były skrzynki czerwone (zamiejscowe) i zielone (miejscowe). pare lat temu nawet prze moment mi przelaciało ze niewidze tych zielonych. nie wiediałem ze zlikwidowane.
a pamientacie teleks (połaczenie telegramu i telefonu) ? nie raz widziałem nieuzywane na poczcie.
"On l'appelle OUM le Dauphin ... "
Biały Delfin UM (piosenka)
Fragment filmu

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Post autor: mutant » 11 sty 2010, o 17:34

W mojej pierwszej pracy miałam coś takiego. Nie pamiętam, czy to był teleks, czy telefaks. Miało ekran, na którym wyświetlała się wiadomość. Nie pamiętam też, czy to była tylko wiadomość, czy też tak jak na faksie dokładne odwzorowanie tego, co wysłano.
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

Awatar użytkownika
biały_delfin
Administrator
Posty: 1949
Rejestracja: 12 lis 2006, o 22:45

Post autor: biały_delfin » 11 sty 2010, o 20:53

ten telefaks miał klawiaturę, tracza z cyferkami jak w starym telefonie i jeszcze jakieś przyciski
"On l'appelle OUM le Dauphin ... "
Biały Delfin UM (piosenka)
Fragment filmu

gigi_26
Posty: 40
Rejestracja: 20 sty 2010, o 00:45
Lokalizacja: Reykjavik
Kontakt:

Post autor: gigi_26 » 20 sty 2010, o 10:45

A ja pamietam jak moj tata byl na polrocznym kontrakcie w Turcji, mialam wtedy 9 lat i on mi wysylal listy w takiej fajnej papeterii. To byla kartka A4, z jednej strony miala linijki gotowe narysowane, gotowe do pisania listu a z drugiej byly piekne obrazki itp. skladalo sie to potem z dwoch stron i potem znow na pol i powstawala koperta. Pamietam, ze plakalam jak bobr bo przychodzily poprzecinane zyletkami bo ktos dolcow szukal... :wink:

Awatar użytkownika
wilma
Posty: 1455
Rejestracja: 31 maja 2007, o 13:29

Post autor: wilma » 20 sty 2010, o 10:56

Moje wspomnienia z dzieciństwa w tym temacie dotyczą głównie kabin telefonicznych na poczcie.Kabiny były trzy lub cztery,ostatnia miała bardziej wypasiony automat i wszystkie dzieciaki nudzace się podobnie jak ja w kolejce chciały zająć właśnie tą ostatnią.Przeszkadzaliśmy rozmawiającym pukając i robiąc nosek i język na szybie.Jak kabiny były już wolne bawiliśmy się drzwiami,"dzwonilismy",zamykalismy się,zabawy było co niemiara. :smile:
http://serialkatarzyna.ovh.org/ polska strona serialu Katarzyna
http://www.catherinedemontsalvy.ch/ strona serialu w jezyku angielskim
http://orticoni.jose.neuf.fr/cariboost1/index.html francuska strona

gigi_26
Posty: 40
Rejestracja: 20 sty 2010, o 00:45
Lokalizacja: Reykjavik
Kontakt:

Post autor: gigi_26 » 20 sty 2010, o 10:59

Hehe, a ja z kolei sobie przypomnialam jak to bylo z automatami jak sie dzwonilo przez 0 i mozna bylo gadac ile sie chcialo za jedna monete:))))
Albo mialam kolezanke, ona dzwonila do mnie (wtedy sie placilo za wykrecenie numeru a nie za czas), gadalysmy potem 2 godziny po czym.... rozlaczalysmy sie i jak dzwonilam i gadalysmy drugie tyle, zeby rachunek byl po rowno buhahaaaaa :grin:

Awatar użytkownika
mutant
Posty: 617
Rejestracja: 19 cze 2007, o 15:11

Post autor: mutant » 20 sty 2010, o 12:33

Tak, to było miłe, długie rozmowy o życiu do pierwszej w nocy... Ale w Związku Radzieckim mieli jeszcze lepiej, bo telefon był na abonament, płaciło się jakąś kwotę na miesiąc i można było dzwonić i gadać ile się chciało w obrębie całego kraju, np. znajomi z Łotwy (wtedy też ZSRR) mieli bliskich krewnych pod granicą chińską i nawijali z nimi godzinami. Swoją drogą marne to pocieszenie, skoro trzeba było do siebie jechać tydzień czy więcej... a często ci ludzie nie do końca mogli decydować, gdzie mieszkają - np. Łotyszy, którzy byli w armii, najczęściej rzucali właśnie gdzieś na drugi koniec ZSRR.
"Zmarszczył brwi w zamyśleniu, wybierając śrubę ocynkowaną".

gigi_26
Posty: 40
Rejestracja: 20 sty 2010, o 00:45
Lokalizacja: Reykjavik
Kontakt:

Post autor: gigi_26 » 20 sty 2010, o 13:04

Hahaaa, ale swoja droga, czlowiek to jednak zawsze jak prawdziwy Polak, zawsze niezadowolony, teraz to by sie docenilo te rozmowy za cene wykrecenia numeru... a wtedy? na zmiane dzwonilysmy zeby rowny rachunek byl :lol:

Awatar użytkownika
Natuś-77
Posty: 781
Rejestracja: 21 lis 2006, o 15:50
Lokalizacja: Wroclaw

Post autor: Natuś-77 » 21 wrz 2010, o 09:23

Przypomniało mi się, że będąc dzieciakami zawsze biegliśmy do listonoszki, która przyjeżdżała pod nasz blok rowerem i pytaliśmy: jest coś dla mnie? :grin: Pani zawsze wiedziała i wręczała do ręki pismo i z wielką radochą biegło się do do domu z listami.
Uśmiałam się kilka dni temu...wspominając ww.sytuację :grin:
Otóż: wysłałam do domu rodziców przesyłkę i jakoś długo nie dochodziła więc mama była mocno zniecierpliwiona, że jeszcze jej nie ma. Po krótkim czasie dzwoni do mnie i z radością oświadcza: Spotkałam Jasia (czytaj listonosza, którego wszyscy znają z imienia) na mieście i zapytałam, czy ma coś do nas? I odpowiedział, że ma tylko, że przesyłka jest ciężkawa i nie miał, jak je zabrać, ale przyniesie jutro :grin:

juka
Posty: 1327
Rejestracja: 19 wrz 2007, o 22:50

Post autor: juka » 21 wrz 2010, o 13:22

Te kolorowe skrzynki znałam tylko z elementarza czy może jeszcze z przedszkola - uczyliśmy się, jakie listy do której wrzucać, a w naszej okolicy wszystkie były i tak czerwone. Podobnie uczyliśmy się sygnalizacji świetlnej na skrzyżowaniach, a najbliższe takie światła były 50 km od nas :smile:. Co do telefonów, to pamiętam, jak chodziłyśmy z mamą na pocztę dzwonić do rodziny, trzeba było taką rozmowę zamówić, odczekać czasem 2, 3 godziny, zazwyczaj na swoje rozmowy czekało więcej osób, więc pani wywoływała do odpowiednie kabiny, coś w stylu: "Kraków, druga kabina, łączę" albo "Kraków, kto zamawiał Kraków?". Zbyt długo wtedy nie można było rozmawiać, bo to kosztowało, więc zwykle na chwilę dostawałam słuchawkę. Pamiętam, że czasem na naszą rozmowę za granicę czekałysmy krócej niż ktoś, kto dzwonił całkiem niedaleko :smile:.
A wiejska poczta, którą pamiętam z wcześniejszych lat, była uroczą starą pocztą łączącą się z prywatnym mieszkaniem, więc pracujące tam małżeństwo często zostawiało otwarte drzwi do siebie, a i nastrój w pomieszczeniu, w którym urzędowali (jedynym zresztą) był taki domowy. Telefon był duży, czarny z widełkami (w tych późniejszych, mniejszych, nie mówiąc już o współczesnych straciło chyba rację bytu powiedzenie: rzucić słuchawkę na widełki), stemple drewniane, które głośno stukały przy pieczętowaniu listów czy rachunków.
I co do nieuczciwych pracowników poczty, na pewno dziś jest lepiej, ale zwłaszcza w latach 80 zginęło także nam wiele rzeczy z paczek, wcale nie tak wartościowych, ale wtedy chyba wszystko było wartościowe :wink:

Robi
Moderator
Posty: 2367
Rejestracja: 23 gru 2004, o 23:10
Lokalizacja: Bełchatów

Post autor: Robi » 21 wrz 2010, o 18:14

juka pisze: A wiejska poczta, którą pamiętam z wcześniejszych lat, była uroczą starą pocztą łączącą się z prywatnym mieszkaniem, więc pracujące tam małżeństwo często zostawiało otwarte drzwi do siebie, a i nastrój w pomieszczeniu, w którym urzędowali (jedynym zresztą) był taki domowy. :
Tak wlasnie bylo na wiejskiej poczcie gdzie pracowala moja babcia z dziadkiem. Mozna bylo wejsc prosto z pokoju na poczte. Jako malec czesto tak robilem , nawet listonosz uczyl mnie chodzic. A czasami w soboty gdy przyjezdzala rodzina to babcia rozstawiala lozeczka polowe w pomieszczeniu poczty i tam goscie spali :smile:

Izaura
Posty: 3
Rejestracja: 16 wrz 2010, o 13:09

Post autor: Izaura » 22 wrz 2010, o 08:21

Czy na Waszych pocztach zaraz przy wejściu wisiały takie wielkie, ciężkie zasłony? Natuś-77 Ty wiesz o jakie mi chodzi. :) najpierw ogromne, drewniane, skrzypiące drzwi z metalową klamką, za wysoko jak dla mnie, a później te zasłony, w które zawsze się zaplątałam.
Pamiętam jeszcze znaczki pocztowe A i B ale to już później.

ODPOWIEDZ